środa, 2 kwietnia 2014

Rozdział 20

Dziesięć godzin później:

- Podajcie mu jakieś silne środki uspokajające- zakpił Kol.- On zaraz tutaj wyzionie ducha z emocji, przecież to nie ty tam rodzisz Nik.
- Daj mu spokój Kol!- uciszał go Elijah.- Nie codziennie zostaje się ojcem.
Miałem wrażenie, że wszystko trwa za długo. Może coś było nie tak? Zaraz wydepczę drogę do Chin. 
- Przepraszam panią, czy wie pani co się dzieje na sali porodowej?- zapytałem przechodzącą pielęgniarkę.- Caroline Forbes, moja narzeczona trafiła tam już jakieś dziesięć godzin temu.
- Poród jeszcze trwa- odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie.- Niech się pan tak nie martwi, urodzenie dziecka to nie jest łatwa sprawa- odeszła spokojnie, poklepując mnie po ramieniu.
Łatwo im mówić, to nie ich kobieta męczy się tam na sali rodząc dziecko. Minęło jeszcze jakieś półtorej godziny zanim wreszcie pielęgniarka wyszła i poinformowała.
- Pani Forbes, właśnie urodziła synka- uśmiechnęła się.- Gratulacje.
- Mam syna!- wrzasnąłem, odczuwając wielką ulgę.- Wszystko z nimi w porządku?
- Jak najlepszym. Mały wrzeszczał jak opętany, ale teraz już jest bardzo zadowolony. Pana narzeczona jest wycieńczona, ale niewyobrażalnie szczęśliwa.
- Mogę się z nią zobaczyć?- zapytałem, natychmiast.
- Musi pan dać nam jeszcze chwilę, przewozimy ją na salę poporodową- odpowiedziała.
- Dziękuje- uśmiechałem się jak głupi.- Jestem ojcem chłopczyka!- przyjąłem gratulacje od braci i zadzwoniłem do mamy, żeby poinformowała Charlotte o narodzinach braciszka.

Przysiadłem na brzegu łóżka, na którym smacznie spała Caroline. Wyglądała na skrajnie wycieńczoną, ale na jej ustach błąkał się delikatny uśmiech. Pogładziłem ją po policzku. 
- Klaus- uśmiechała się.- Widziałeś już naszego chłopca?
- Jeszcze nie- odparłem.- Jak się czujesz?
- Jestem zmęczona, ale mam to gdzieś- roześmiała się.- Zapewne wyglądam jak siedem nieszczęść, ale nawet te katorgi były warte, usłyszenia wrzasku naszego  dziecka. Wszystkie poświęcenia są tego warte.
- Kocham cie, Caroline- powiedziałem.- Moja najdzielniejsza kobieto na świecie.
- Ktoś się tutaj domaga, pani uwagi- powiedziała pielęgniarka, niosąc w ramionach małe zawiniątko.- Powinien pan na chwilę wyjść, pokażę pana narzeczonej jak powinna karmić malca.
- Proszę, niech zostanie- powiedziała Caroline.- Jeszcze nie widział naszego synka.
- Dobrze, ale najpierw trzeba go nakarmić- ustąpiła.
Przyglądałem się jak Caroline, uczy się karmić naszego Theo, co jak zauważyłem wcale nie było łatwym zadaniem. Cierpliwie zaczekałem, aż kobieta opuści pokój i wreszcie mogłem nacieszyć się widokiem małego i mojej ukochanej.
- Jest jednym z najpiękniejszych dzieci na świecie- czułem się jak prawdziwy dumny ojciec.- Oczywiście drugim jest Charlotte. 
- Właśnie, gdzie ona teraz jest?- zapytałam.- Myślałam, że będzie pierwsza w kolejce, żeby zobaczyć braciszka.
- Została z moją mamą w domu- odpowiedziałem.- Nie chciałem żeby cie za bardzo męczyła. Właśnie powinnaś odpocząć, pewnie tylko marzysz żebym sobie poszedł. Odłożę małego- wziąłem od niej dziecko.- Miłych snów- pocałowałem ją w policzek i opuściłem pokój.

***

Dwa miesiące później:

W górze tyle gwiazd,
w dole tyle miast.
Gwiazdy miastom dają znać,
że dzieci muszą spać...

Ach śpij kochanie.
Jeśli gwiazdkę z nieba chcesz dostaniesz.
Czego pragniesz daj mi znać,
ja ci wszystko mogę dać.
Więc dlaczego nie chcesz spać?

- Nie wiedziałam, że śpiewasz- powiedziałam, ściszonym głosem, podchodząc do Nika.
- Dzieci są w stanie to jeszcze znieść- odpowiedział, uśmiechając się.- Popatrz nawet udało mi się go uśpić.
- Ja też odniosłam sukces w usypianiu dziecka- pochwaliłam się.- Charlie śpi jak suseł na kanapie, mógłbyś zabrać ją do pokoju.
- Oczywiście- poszliśmy wspólnie do salonu.- Dla niej to był bardzo emocjonujący dzień, od samego rana mówiła tylko o szkole.
- Nie codziennie idzie się pierwszy raz do szkoły, Klaus- upomniałam go.- Powinieneś chyba o czymś wiedzieć- spojrzał na mnie pytająco.- Musisz poświęcać jej trochę więcej uwagi. Dzisiaj Charlie, zapytała mnie czy teraz kochasz ją mniej, ponieważ jest Theo.
- Co takiego?- wyglądał na wstrząśniętego.- Kocham ją najbardziej na świecie, nic tego nie zmieni, nawet jeżeli będę miał kolejne dzieci.
- Musisz jej to bardziej okazywać- powiedziałam.- Nie chce żeby między naszymi dziećmi była jakaś dziwna rywalizacja, tylko dlatego, że chcą zwrócić na siebie twoją uwagę.
- Wszystko byłoby łatwiejsze, gdybyśmy mieszkali wszyscy razem- odparł.
- Rozmawialiśmy już o tym tysiące razy- znów wracamy do punktu wyjścia.- Wiesz, że cie kocham i jeszcze wykorzystujesz nasze dzieci, żeby wzbudzić we mnie poczucie winy.
- Nie chce żebyś czuła się winna, za rzeczy, na które nie miałaś wpływu- nie wiem jak do tego doszło, ale nagle się do niego przytuliłam.- Wiem, że ja spieprzyłem sprawę, ale chce odzyskać rodzinę.
- Widzę- odparłam.- Kocham cie, Niklaus.
- Naprawdę?- zapytał z uśmiechem.
- Nie widzisz tego, głuptasie?- uśmiechnęłam się.- A ty, mnie kochasz?
- Co to, oświadczyny?- szturchnęłam go w bok.- Dobra, przyjmuję. Kocham cie, Caroline Forbes. Niech ci będzie- uklęknął przede mną.- Wyjdziesz za mnie?- wyciągnął mój pierścionek i podstawił w moją stronę.
- Muszę się zastanowić- droczyłam się z nim.- Oczywiście, że TAK!- wrzasnęłam.
- Nie krzycz, dzieci śpią- roześmiał się, wstając z kolan. Pocałowałam go.

***

- Teraz znowu, musimy zacząć przygotowania do ślubu- żaliłam się, Elenie, Bonnie i Rebece.- To będzie szaleństwo, wolę o tym nie myśleć.
- Caroline, nie musisz się tym zajmować- wtrąciła Esther, wchodząc do salonu.- Wszystko jest już gotowe- spojrzałam na nią zszokowana.- Nie patrz tak, żyłam nadzieją, że w końcu pogodzisz się z moim synem i ślub się odbędzie- uśmiechnęłam się.
- Pani jest nieoceniona- wstałam i uściskałam ją serdecznie.- Dziękuje, że pani zawsze nam tak pomaga.
- Caroline to była czysta przyjemność- uśmiechnęła się.- Mam nadzieję, że się nie gniewasz? Możemy wszystko sprawdzić, kiedy tylko będziesz chciała. Została tylko twoja suknia ślubna i wyznaczenie nowego terminu.
- Oczywiście, że nie- powiedziałam.- Bardzo chętnie chciałabym sprawdzić pani poczynania.
- Znając moją mamę- wtrąciła Rebekah.- Wasze wesele będzie co najmniej tak wystawne jak to w rodzinie królewskiej- wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.

***

Miesiąc później:

Rebekah nie pomyliła się, aż tak bardzo. Nie chce wyjść na niewdzięczną, ale gdyby Esther mogła zdecydować kogo mamy zaprosić na ślub nie wiedzielibyśmy gdzie ulokować wszystkich gości. Udało nam się wygrać o to wojnę, która rozpętała się po naszym sprzeciwie. Oboje z Klausem, ustaliliśmy, że na naszym ślubie będą tylko nasi najbliżsi i przyjaciele. Jednak jedno musiałam przyznać swojej przyszłej teściowej, ma niewyobrażalnie dobry gust. Kościół został pięknie przystrojony biało- różowymi różami, a sala weselna, jedzenie i alkohole z najwyższej półki. Teraz stałam w swojej sukni ślubnej i przyglądałam się swojemu odbiciu. 
- Moja córeczka, wychodzi za mąż- powiedział tata, chwytając mnie w ramiona.
- Tatku, nie potrafię w to wszystko uwierzyć, uszczypnij mnie, ponieważ zaraz zemdleje- miałam łzy w oczach.
- Nawet o tym nie myśl- ostrzegł tata.- To najpiękniejszy dzień w twoim życiu, a twoja mama nigdy by mi nie wybaczyła, gdybyś poszła do ołtarza z rozmazanym makijażem- roześmialiśmy się.- Dobrze, chodźmy już, pan młody nie może na ciebie czekać w nieskończoność.
- Tato, powiedź mi tylko, czy Damon i Elena są już w Kościele?- zapytałam, zdenerwowana.
- Oczywiście- odpowiedział.- Damon jest dumny jak paw, że może być świadkiem na twoim ślubie.
- Zapamiętam to- odparłam.- Wypomnę mu to puszenie, kiedy znowu zacznie mi dokuczać.
Pojechaliśmy z tatą do Kościoła. Pamiętam tylko jak podążałam w stronę Klausa, główną nawą. Później wszystko potoczyło się w takim tępię, że nawet nie zdążyłam się zorientować, jak ksiądz ogłosił nas mężem i żoną. Zaczęliśmy przyjmować masę  życzeń w wielkim potoku łez. Emocje zaczęły opadać, dopiero wtedy, kiedy całe towarzystwo przeniosło się do sali weselnej. Udałam się z dziewczynami na górę, do garderoby, żeby przebrać sukienkę.
- Jesteś mężatką, nie mogę w to uwierzyć!- wrzasnęła Elena, szczerząc zęby.
- Jak mogłaś nam to zrobić?- zapytała Bonnie, udając obrażoną.
- Przepraszam, Bonnie- uśmiechnęłam się.- Jednak od dzisiaj nie jestem już Caroline Forbes, tylko Caroline Mikaelson, żona i dumna matka- padłyśmy sobie w ramiona.- Pamiętajcie, że was kocham i zawsze będziecie moimi najlepszymi przyjaciółkami.
Zeszłyśmy do gości i jak to zwykle bywa, według tradycji, nadszedł czas na pierwszy wspólny taniec młodej pary. Wspólnie z Klausem wybraliśmy walca.
- Masz minę, jakbyś miała się za moment przewrócić- powiedział Klaus.- Wszystko w porządku?
- Tak, tylko nogi mi się plączą- uśmiechnęłam się.- Nie chce zrobić z siebie idiotki na swoim ślubie i wylądować na ziemi.
- Nie martw się, złapię cie- kochany jest.- Sam nadal nie mogę uwierzyć, że jesteśmy małżeństwem, pani Mikaelson- miałam ochotę go pocałować.
- Jeszcze będziesz marzył, żeby to był tylko sen- ostrzegłam go.- Będziesz musiał mnie znosić do końca życia, przez całą przyszłość- uśmiechnęłam się.
- To będzie najpiękniejsza przyszłość, jaką mogłem sobie wymarzyć- powiedział.
W tym miał rację, razem zbudujemy najpiękniejszą przyszłość jaką mogliśmy wspólnie stworzyć...

KONIEC
___________________________________________________
Nie wiem co teraz napisać. Na początek dziękuje wszystkim czytelnikom jakich miałam. Dziękuje za wszystkie wspólnie spędzone miesiące. Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłam i będziemy jeszcze razem w kolejnych opowiadaniach. Tym opowiadaniem definitywnie kończę skupianie się na Klaroline, ale nie martwcie się zdecydowałam, że będzie ono początkiem opowiadań o naszych bohaterach w ludzkim świecie. Niestety na dzień dzisiejszy następne opowiadanie zacznę pisać dopiero w czerwcu i ostrzegam to będą typowe romanse. To na tyle, do napisania.

niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 19

Sześć miesięcy później:

Pół roku od rozpoczęcia się procesu Niklausa Mikaelsona, jutro wreszcie zostanie ogłoszony wyrok. Dla przypomnienia Mikaelson został oskarżony o fałszowanie dzieł sztuki oraz współprace z grupą przestępczą, Grozi mu za to do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Jednak nie to wzbudziło takie wzburzenie opinii publicznej, razem z nim na ławie oskarżonych zasiadła dzisiaj już oficjalnie była żona Tatia Petrova, do niedawna uznawana za zmarłą oraz znany przedsiębiorca Curtis Hagen, główny konkurent w interesach rodziny Mikaelson. Niestety dokładne wytyczne w tej sprawie zostały zatajone i nie wiemy jaka jest rola dwóch pozostałych osób w tej sprawie. Miejmy nadzieję, że prokurator nam jutro udzieli wszystkich niezbędnych informacji...- przełączyłam na kolejny kanał.

Narzeczona Niklausa Mikaelsona nie stanęła przy boku mężczyzny w sądowej batalii. Gdzie się ukrywa młoda dziennikarka? Jak podają nasze źródła, Caroline Forbes zerwała zaręczyny zaraz po wybuchnięciu skandalu Mikaelsona. Wszyscy chcą wiedzieć jakie stanowisko przyjmie, zważywszy na jej stan, jak wiemy jest w zaawansowanej ciąży i wszystko wskazuje na to, iż dziecko jest Niklausa. Czy pozwoli mu widywać się z synem lub córką, nawet jeżeli zostanie skazany? Jakie są teraz ich relacje? Media czekają na komentarz dziewczyny w tej sprawie...- musiałam wyłączyć telewizor.

- Dalej się tym katujesz?- zapytała Bonnie, siadając przy mnie na kanapie.- Powinnaś odpocząć zamiast wysłuchiwać tych wszystkich głupot.
- Bonnie wiesz, że oni nie odpuszczą dopóki to wszystko się nie skończy?- zapytałam retorycznie.- Nawet jeżeli Klausa skazali by na dożywocie, nie dadzą mi spokoju, przez tego malca- pogładziłam się po moim olbrzymim brzuchu.- Theo jest powodem, dla którego w ogóle się mną interesują.
- Theo?- zapytała uśmiechając się.- Takie imię dla niego wybraliście?
- Tak, Theodor Mikael Mikaelson- odpowiedziałam- Drugie imię oczywiście na cześć zmarłego dziadka.
- Tak między nami- zaczęła Bonnie.- Jakie są teraz wasze relacje z Klausem?
- Jest nadzwyczaj dobrze- odpowiedziałam.- Może związek nam nie wyszedł, ale staramy się żyć w przyjaźni dla dzieci, chcemy być dobrymi rodzicami.
- W całym zamieszaniu zapomniałam o Charlotte. Jak ona znosi całą sytuacje? Dowiedziała się już prawdy o matce?- kolejne trudne pytanie.
- Jest jeszcze za mała żeby to wszystko zrozumieć- powiedziałam.- Jeżeli Klaus pójdzie do więzienia razem z Esther będziemy musiały jakoś jej to wytłumaczyć. Nie wiem jeszcze co jej powiemy, ale jakoś delikatnie trzeba ją będzie przygotować na to, ze nie zobaczy ojca przez dłuższy czas.
- Zostanie z babcią? Co zamierzasz zrobić jeżeli Niklaus pójdzie siedzieć?
- Klaus zaproponował, że gdyby został skazany mogę zamieszkać w jego domu- odparłam.- Nie daleko jest dom Esther i mogłabym zająć się jednocześnie Theo i Charlie, wiedząc, że w razie potrzeby mogę się do niej zwrócić. Jeżeli uda mu się uniknąć więzienia, zamieszkam w mieszkaniu, które dla nas kupił- dodałam.- W jednym Klaus ma rację, nie możemy zostać tutaj, nasze mieszkanie jest wspaniałe i uwielbiam je, ale jest zdecydowanie za małe dla naszej trójki i jeszcze małego dziecka.
- Skończmy z tymi smutnymi rozważaniami- uśmiechnęła się Bonnie.- Nigdy wam nie wybaczę, że wybraliście na chrzestnych Stefana i Rebekę- obie się roześmiałyśmy.
- Bonnie nie martw się, Elena nawet ze mną nie rozmawia jest taka obrażona- nadal się uśmiechałam.- Sama rozumiesz Rebekah jest jedyną siostrą Klausa, a ja mam dwóch braci. Nie mogliśmy wybrać dwóch matek chrzestnych.
- Wiem, wiem wybaczam, ale...- usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.- Czyżby Elena znów zapomniała kluczy? Poczekaj pójdę jej otworzyć, bo jeszcze postanowi wyważyć drzwi- nie minęło dużo czasu, a usłyszałam.- Caroline ktoś do ciebie.
- Poproś tego tajemniczego ktosia do salonu- zawołałam.- Pewnie zrozumie, że wyglądam teraz jak wieloryb i ciężko mi się poruszać- po chwili do salonu weszła Esther Mikaelson.- Przepraszam najmocniej- próbowałam się podnieść.
- Nie, nie siedź Caroline- powstrzymała mnie.- Nie będę ci zabierała zbyt wiele czasu. Jak się czujesz?
- Dziękuje, bardzo dobrze- uśmiechnęłam się.- Chociaż muszę przyznać, że oczekuje już na rozwiązanie.
- Wcale się nie dziwie. Dzieci potrafią dać matkom w kość jeszcze przed narodzinami- powiedziała.- Jednak nie o tym przyszłam porozmawiać. Chce wiedzieć co zamierzacie z moim synem? Klaus nic mi nie mówi, a ja naprawdę zaczynam się denerwować.
- Rozumiem, co chce pani wiedzieć?- zapytałam uprzejmie.
- Co się stanie z waszym dzieckiem? Czy będę mogła widywać wnuka? Czy będzie mógł nosić nasze nazwisko?
- Oczywiście, że będzie nosił nazwisko Mikaelson i będzie miał kontakt z własną rodziną- zapewniłam natychmiast.- Byłabym niebywale wściekła gdyby nie mógł być rozpieszczany przez zakochaną w nim rodzinę- uśmiechnęłam się.
- Bardzo się cieszę- Esther również się uśmiechnęła.- Jaka jest twoja decyzja w sprawie Niklausa?
- Chodzi pani o nasz związek, jak rozumiem?- pokiwała głową.- W obecnej sytuacji nie jesteśmy razem, nie jestem w stanie wybaczyć mu tych wszystkich kłamstw, ale to nie znaczy, że to się nigdy nie zmieni. Jest ojcem mojego dziecka, więc zawsze będziemy związani, nie potrafię na dzień dzisiejszy powiedzieć co przyniesie nam przyszłość.
- To wszystko co chciałam wiedzieć- odpowiedziała.- Nie będę ci już zawracać głowy, powinnaś odpocząć- znów kazała mi pozostać na miejscu i sama odeszła do wyjścia.
Rozłożyłam się wygodniej na kanapie i zaczęłam rozmyślać. Klaus, sprawa, Theo, Charlie, cała rodzina Mikaelson. Dlaczego moje życie musiało się tak skomplikować? Nie będę dłużej o tym myśleć. To był bardzo ciężki dzień, w niedługim czasie zapadłam w sen.

***

Następnego dnia:

Tatia Petrova nie żyje! Niklaus Mikaelson uniewinniony! Curtis Hagen skazany na pięćdziesiąt lat pozbawienia wolności! Tak właśnie zakończył się jeden z najgłośniejszych procesów ostatniego dziesięciolecia. Zaczynając od nieoczekiwanej śmierci Tatii Petrovej. Ciało kobiety znaleziono w celi, najprawdopodobniej została zamordowana przez współwięźniarkę, jednak na ten temat prokurator nie zamierza się aktualnie wypowiadać. Wysokość wyroku wydanego w sprawie Hagena nie budzi już kontrowersji. Udowodniono mu oszustwa, przewodzenie grupie przestępczej oraz zlecenie co najmniej pięciu morderstw. Najwięcej emocji budzi jednak uniewinnienie Niklausa Mikaelsona. Prokurator usiłował wytłumaczyć decyzję ławy przysięgłych tym, iż dawne przestępstwa uległy już przedawnieniu, a w sprawach aktualnych wzięto pod uwagę szantaż jakiemu pan Mikaelson był poddawany oraz szczególnie emocjonalne grożenie jego córce. Uznano, że Mikaelson działał pod wpływem wielkiej presji i nie można go skazać za takie zachowania.

- Elena, Bonnie słyszałyście!?- zawołałam do dziewczyn.- Niklaus nie pójdzie do więzienia, uniewinnili go!
- Caroline, wszyscy już o tym usłyszeli- powiedziała Elena.- Mówią o tym w radiu i na każdym kanale w telewizji. Osobiście uważam, że to był najsprawiedliwszy wyrok.
- Bardzo się cieszę, ze względu na was- wtrąciła Bonnie.- Jednak to okropne, że Tatię zamordowała jakaś więźniarka. Przepraszam was, może i była wredną suką i zadawała się z nieodpowiednimi ludźmi ale nikt nie zasłużył na taką śmierć.
- Masz rację- powiedziałam.- Nie życzyłam jej takiego końca.
- Teraz ty i Klaus możecie sobie wreszcie ułożyć życie- ucieszyła się Elena.- Kiedy się spotkacie?
- Jeszcze do mnie nie zadzwonił- odpowiedziałam.- Pewnie najpierw musi się uspokoić i nacieszyć końcem procesu- szczerze już czekałam, aż stanie w moich drzwiach. Nie zawiódł mnie, ponieważ już po chwili usłyszałyśmy dzwonek i jak się okazało w drzwiach stał uśmiechnięty Klaus.
- Zostawimy was samych- powiedziała Bonnie, ciągnąć za sobą Elenę.

- Siadaj, nie mogę sama niestety za długo stać- powiedziałam po chwili milczenia.
- To oczywiste- uśmiechnął się.- Nasz synek daje ci już w kość?
- Zabawne twoja mama mówiła wczoraj w podobny sposób- odpowiedziałam.
- Moja mama była tutaj?- zapytał.- Dlaczego, czy stało się coś szczególnego?
- Oczywiście, że nie- energicznie zaprzeczyłam.- Przyznasz chyba, że wiele rzeczy przed nią ukrywaliśmy. Twoja mama nie wygląda na kobietę, która to lubi- roześmialiśmy się.- Po kimś to musisz mieć.
- Zdaje sobie z sprawę- odpowiedział.- Nie będę owijał w bawełnę, przyszedłem żeby porozmawiać o nas. Rozumiem, że sprawa się dopiero zakończyła i wszystko jest bardzo świeże. Wiem również, że nie jestem osobą, za którą mnie uważałaś, ale muszę wiedzieć czy dla nas jest jakaś szansa? Czy założymy kiedyś wspólnie rodzinę, czy będę tylko dochodzącym tatą?
- Ustaliliśmy, że na chwilę obecną będziemy wspólnie wychowywać dzieci, ale na razie musimy od siebie odpocząć- odpowiedziałam.- Klaus nie mogę ci powiedzieć, że nagle nic dla mnie nie znaczy, ale musimy nabrać trochę dystansu do naszego związku. Chciałabym żebyśmy kiedyś mieli tradycyjną rodzinę, ale potrzebujemy czasu na zbudowanie zaufania.
- Czyli jest dla nas jeszcze nadzieja- powiedział.- Wiesz, że ty i nasze dzieci jesteście dla mnie najważniejsze i zrobię wszystko żebyś znów mi ufała.
- Wiem- odparłam.- Zaczynamy od początku, ale ja muszę wiedzieć, nie ma już więcej tajemnic?
- Nie ma- uśmiechnął się, wstając.- Powinienem już sobie pójść, to był emocjonujący dzień, a jeszcze muszę zmierzyć się z tysiącem pytań Charlotte, a ty młody człowieku- pochylił się do mojego brzucha.- Nie dokuczaj już mamie- pocałował mnie delikatnie.- Przyjadę do was jutro, dobrze?- przytaknęłam głową.
Nie zdążyła minąć nawet godzina od chwili wyjścia Klausa kiedy zaczęły mi dokuczać skurcze. Początkowo nie wzięłam tego za poród, ponieważ wcześniej już kilkakrotnie to się zdarzało. Jednak kiedy skurcze zaczęły się powtarzać co siedem, osiem minut zawołałam do dziewczyn.
- Elena, Bonnie, musimy jechać do szpitala- wrzasnęła. Dziewczyny zabrały przygotowane torby, sprowadziły mnie do samochodu, a ja zadzwoniłam do Klausa.
- Zaczęło się, jedziemy do szpitala, w którym pracuje Bonnie- powiedziałam tylko i się rozłączyłam.
________________________________________________
Trzymajcie rozdział. Mam nadzieję, że się wam podoba. Klaus nie idzie siedzieć, prawie pogodził się z Caroline i mały Theo przyjdzie już na świat. Kolejnym rozdziałem zakończę opowiadanie.

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 18

Kilka dni później:

- Nie musiałeś po mnie przyjeżdżać- zwróciłam się po raz kolejny do  Klausa.- Dziewczyny mogły mnie odebrać.
- Moim obowiązkiem jest dbać o Ciebie i nasze dziecko- powiedział.- Chce ci coś pokazać, a poza tym musimy porozmawiać.
- Kolejny raz będziemy się kłócić?- zapytałam.- Nie mam na to najmniejszej ochoty, więc już możemy skończyć dyskusję.
- Postanowiłem powiedzieć ci prawdę- odparł.- Później zapewne poślesz mnie do stu diabłów, ale najpierw wysłuchasz tego co chce żebyś wiedziała- jego mina była tak zacięta, że miałam pewność, iż nie odpuści.

***

Jechaliśmy przez kilkanaście minut, wymieniając tylko kilka słów odnośnie dziecka. Klaus za nic nie chciał wdać się w jakąś dłuższą rozmowę. Miałam wrażenie, że zbiera się żeby powiedzieć mi prawdę. Czułam, że to będzie coś bardzo nieprzyjemnego. Dojechaliśmy pod jeden z nowych wieżowców. Nik pomógł mi wysiąść z samochodu i wspólnie weszliśmy do budynku. Wjechaliśmy na dziesiąte piętro, a mężczyzna otworzył jedne z pierwszych drzwi. Weszliśmy do apartamentu, a Klaus nadal nie powiedział ani słowa.
- Chodź tutaj- zawołał z jednego pokoju. Podążyłam we wskazanym kierunku i weszłam do środka.
Znalazłam się w pełni urządzonym pokoju dziecinnym.
- Co to za mieszkanie?- zapytałam będąc w szoku.
- Kupiłem je dla Ciebie i dziecka- odpowiedział nawet na mnie nie spoglądając.- Po porodzie będziesz potrzebowała więcej przestrzeni, a mieszkanie twoje i dziewczyn jest za małe- dodał.- Możesz liczyć na wsparcie mojej mamy, jestem pewien, że twoi rodzice również będą gotowi udzielić ci pomocy w razie potrzeby.
- Na twoją pomoc nie mogę liczyć?- zapytałam zszokowana.- Twoja rola skończyła się tylko na spłodzeniu dziecka, tak?- byłam już nieźle wkurzona.
- Właśnie w tym miejscu należy powiedzieć ci prawdę- powtórzył.- Kocham Ciebie i maleństwo, ale...- przerwał.- Znienawidzisz mnie za to kim byłem i na jakie niebezpieczeństwo cie naraziłem.
- Możesz mówić jaśniej?- nie miałam cierpliwości żeby wysłuchiwać tych bredni.- Chce już wrócić do domu.
- Obiecaj, że wysłuchasz wszystkiego do końca- poprosił, pokiwałam głową.- Od początku...- nabrał głębiej powietrza.- Jakieś dziesięć lat temu chciałem zacząć pracę na własny rachunek, a nie tylko robić karierę na wypracowanym nazwisku ojca, więc porzuciłem firmę i zatrudniłem się w korporacji Curtisa Hagena*. Odnosił sukcesy i był głównym konkurentem naszego biznesu. Myślę, że spodziewał się, że będę mu donosił o poczynaniach braci- kolejna przerwa.- Przeliczył się, przynajmniej do czasu, ponieważ doskonale wiedział jak mnie podejść- miałam wrażenie, że coś go boli.- Pracowała dla niego pewna młoda, ambitna dziewczyna. Zakochałem się w niej do szaleństwa- pierwszy raz na mnie spojrzał.- Jak możesz się domyślić to była Tatia Petrova, matka Charlotte. Przepraszam, że Cie okłamałem, ale nie byłem gotowy powiedzieć wszystkiego- nie chciałam żeby już cokolwiek mówił, ale słuchałam dalej.- Nawet nie zauważyłem kiedy zaczęto mną manipulować, w końcu Tatia była dziewczyną po przejściach, a jej siostra spotykała się z Elijah'ą. Jednak wracając do konkretów, Curtis dostawał wiadomości, które ona ze mnie zdołała wyciągnąć, a które o mały włos nie zrujnowały mojej rodziny- nie rozumiałam jak Klaus mógł ożenić się z kimś takim.- Oczywiście wtedy tego nie wiedziałem. Najważniejsze jest jednak nie to kim ona była, ale czym zajmował się mój szef. Prowadził szemrane interesy, a co ważniejsze zajmował się fałszerstwem sztuki- zaczęłam się denerwować.- Teraz dochodzimy do mojej roli w tym wszystkim, uwielbiam sztukę, a on potrafił wykorzystać moje zdolności- proszę tylko nie to.- Fałszowałem wszystkie większe dzieła - zamilkł i przez bardzo długo nie powiedział ani słowa.
- Powiedz, że to już wszystko- przerwałam ciszę, błagalnym tonem.
- Dobrze się czujesz?- zapytał przerażony, pokiwałam tylko głową, ponieważ nie byłam w stanie nic powiedzieć.- Niestety mam jeszcze coś do dodania, ale to może poczekać.
Nie mów dalej- poprosiłam.- Chce to mieć już za sobą- pokiwał potakująco głową.
- Tutaj zaczyna się twój udział w całej sprawie- powiedział.- Pamiętasz  ten list, który przyniosła Katherine- wyszeptałam tylko krótkie tak.- Oni znów chcieli żebym dla nich pracował, odmówiłem, ale zaczęli grozić Tobie i Charlotte, więc zrobiłem wszystko czego żądali- Boże kim jest człowiek, za którego miałam wyjść.
- Powiedziałeś oni- wyszeptałam. Kto pracuje z tym Hagenem?- zapytałam.- Czy Katherine ma z tym coś wspólnego?
- Ona nie, ale jej siostra już tak- co on chce teraz powiedzieć.- Tatia to bliźniaczka Katherine, pamiętasz mówiłem ci kiedyś o tym- wyraz jego twarzy nie wyrażał żadnych emocji.
- Ona nie umarła- powiedziałam.- To ona przyszła wtedy do twojego mieszkania- nagle ogarnęła mnie wściekłość.- Jak mogłeś proponować mi małżeństwo, skoro jesteś żonaty!- wrzasnęłam.
- Nie wiedziałem, że ona przeżyła, aż do tamtego dnia- odpowiedział.- Procedura rozwodowa jest już w toku, więc gdyby nie skomplikowanie sytuacji nie dowiedziałabyś się, że ona żyje.
- Mój wypadek to też ich sprawka- nagle mnie olśniło.- Nienawidzę Cie!- zaczęłam go okładać pięściami.- Mogłam stracić dziecko, a to wszystko twoja wina!- wrzeszczałam jak opętana. Pobiegłam do drzwi, ale mnie zatrzymał.
- Zamierzam iść na policje, do wszystkiego się przyznać i nie narażać was więcej na niebezpieczeństwo- powiedział tylko i mnie puścił.
Wybiegłam na ulicę, zalana łzami. Będę samotną matką, a ojciec mojego dziecka Będzie siedział w więzieniu. Moje poukładane, idealne życie zamieniło się w kupę gruzu.

* postać zaczerpnięta z serialu White Collar.
* niektóre fragmenty z opowieści Klausa również są z życiorysu głównego bohatera serialu.
___________________________________________________
Nie tak sobie wyobrażałam ten rozdział, ale do końca mi nie wyszło. W następnym dowiecie się co stało się z Klausem, no i jak potoczą się losy Caroline. Zostały jeszcze dwa rozdziały i będzie już koniec opowiadania. Ciężko w to uwierzyć.

Ps. Blog nominowany do Liebster Award przez Alexandrę Petrovą z http://the-petrova-bloodline.blogspot.com/ za co serdecznie dziękuje, to takie motywujące, że komuś podoba się mój blog.

Pytania, które zadała:

1. Jaki masz charakter?
Ciężko samej powiedzieć jaka jestem. Mam nadzieję, że nie najgorsza.
2. Ile masz lat?
Za niecały miesiąc skończę 20.
3. Jakiego rodzaju filmy lubisz?
Właściwie wszystkie, oprócz science fiction.
4. Z czego czerpiesz inspirację?
Pomysły na moje blogi przychodziły mi zawsze do głowy po przeczytaniu jakiejś książki.
5. Jakie masz marzenia?
Jest tego sporo... Ale takie podstawy to skończyć jeden kierunek, zacząć drugi i zamieszkać sobie w małym domku za miastem z moją rodziną.
6. Jakiego typu blogi lubisz?
Takie, w których trzeba rozwikłać jakieś tajemnice i czeka się na kolejny rozdział, który ma wszystko wyjaśnić.
7 Jakie seriale oglądasz?
TVD(chociaż muszę nadrobić), TO(tego już kilka tygodni nie oglądałam), White Collar, Bones, Revenge.
8. Co robisz w wolnym czasie?
Czytam:)
9. Uprawiasz jakieś sporty?
Gram w tenisa, od czasu do czasu jeżdżę konno, a tak to siłownia.
10. O czym myślisz przed spaniem?
Co będę robiła następnego dnia.
11. Co sądzisz o moim blogu?
Kolejny interesujący pomysł, będę zaglądać częściej. Czekam na rozwinięcie.

wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział 17

Kilka tygodni później:

- Powinnaś mu powiedzieć!- wrzeszczała Elena, próbując mnie przekonać do tego żebym powiedziała Klausowi o tym, że będziemy mili dziecko.- Przecież w końcu on też jest za nie odpowiedzialny, chyba że był tylko biernym uczestnikiem.
- Ona ma świętą rację, Caroline- poparła Bonnie.- Klaus ma prawo wiedzieć, że po raz kolejny zostanie ojcem, może wszystko się między wami ułoży. Który to tydzień?- zapytała.
- Dopiero dwunasty- odpowiedziałam.- Jednak już zaczęłam zastanawiać się czy to chłopiec czy dziewczynka i jak dam mu na imię- uśmiechnęłam się.- Czuję, że to odpowiedni moment na to, aby zostać matką.
- Twoi rodzice wiedzą?- zapytała Elena.
- Jeszcze im nie powiedziałam, na razie tylko Stefan wie- odpowiedziałam.- Zagroził, że jeżeli nie zrobię go chrzestnym to przestanie się do mnie odzywać- roześmiałyśmy się wszystkie trzy.
- Jednak pamiętaj, że któraś z nas ma zostać matką chrzestną tego łobuziaka- przypomniała Elena.
- Daj spokój na pewno Rebekah będzie chciała nią być- powiedziała Bonnie.- To jedyna siostra Klausa, więc odstąpmy jej ich pierwsze wspólne dziecko.
- Nie martw się Bonnie- wtrąciłam.- Rebekah nie dowie się o ciąży, więc lepiej ustalcie, która z was ma być pierwsza w kolejce.
- Caroline, albo jesteś głupia albo tak naiwna, żeby myśleć, że Klaus tak szybko sobie odpuści- powiedziała brunetka.- Ciągle do ciebie wydzwania, przychodzi tutaj, a na dodatek ciągle pyta o ciebie w pracy.
- W końcu mu przejdzie i zapomni o moim istnieniu- upierałam się przy swoim.
- Nie wiem jak możesz to robić własnemu dziecku- wypaliła Bonnie.- Skazujesz je na życie bez ojca, tylko ze względu na jakieś nieporozumienia, jesteś egoistką- dodała i wyszła z salonu.
- Zgadzam się z nią- powiedziała Elena.- Pamiętaj, że Bonnie jak mało kto wie co to znaczy wychowywać się w rozbitej rodzinie.
- Mam was dosyć!- krzyknęłam.- To ja jestem w ciąży nie wy i nie macie pojęcia co w tej chwili czuję!- wybiegła z naszego mieszkania.

***

Siedziałam na ławce w parku już od dobrych kilku godzin. Zrobiło się już zimno, ale było czuć zbliżającą się małymi krokami wiosnę. Nie chciałam wracać do domu, nie mogłam teraz spotkać się z dziewczynami. Wreszcie dowiedziałam się co o mnie myślą. Jednak jestem ciekawa jak one by się czuły w ciąży kiedy ich facet okazał się zakłamanym dupkiem
- Moje maleństwo, wiesz że mama cie kocha- pogładziłam się po brzuchu.
- Wiedziałem, że cie tutaj znajdę- usłyszałam głos z brytyjskim akcentem i po chwili Klaus przysiadł obok mnie.- Dlaczego przesiadujesz na chłodzie, kiedy dziewczyny odchodzą od zmysłów zamartwiając się o Ciebie?
- One się martwią?- zapytałam kpiąco.- Potrafią mnie tylko krytykować, ponieważ...- przerwałam, nie chciałam mówić o ciąży.
- Ponieważ nie chcesz mi powiedzieć, że za kilka miesięcy urodzisz nasze dziecko- dokończył za mnie.- Dlaczego?- unikałam jego spojrzenia.
- Ty pytasz, dlaczego!- wrzasnęłam.- To chyba oczywiste, twoje tajemnice zaprzepaściły nasze szansę na szczęście!
- Caroline, może i coś się zniszczyło, ale jesteś w ciąży i powinniśmy chociaż spróbować wszystko naprawić- powiedział spokojnie.- Uważam, że warto dla naszego dziecka, a moja przeszłość nie powinna mieć wpływu na nasze przyszłe życie.
- Wszyscy się chyba uwzięliście żeby kierować moim życiem- powiedziałam już nieźle wkurzona.- Jednak zapamiętaj sobie raz na zawsze ono jest moje i to ja podejmuje decyzję! Zostawcie mnie w spokoju! Nienawidzę was!- i pobiegłam przed siebie. Wybiegłam na jezdnię i ostatnie co pamiętam to pisk opon i krzyk Klausa.
- Caroline!

***

- Niklaus, jak ona się czuje?- zapytała moja mama, wbiegając do poczekalni.
- Mamo co ty tutaj robisz?- zapytałem zszokowany.- Lekarz jeszcze nic nie powiedział, nie jestem z rodziny.
- Elijah, mnie powiadomił- odpowiedziała na pierwsze pytanie.- Jak do tego doszło Niklaus? Powiadomiłeś jej rodziców?
- Tak, niedługo przyjadą z Eleną i Bonnie- odpowiedziałem.- Pokłóciliśmy się, zdenerwowałem ją słowami o naszym związku i wspólnym dziecku. Caroline jest  w ciąży mamo, dzisiaj się dowiedziałem.
- Mój Boże- zaniemówiła.- Co z dzieckiem, poroniła?
- Nie wiem, żaden lekarz jeszcze nie wyszedł, a te głupie pielęgniarki nic nie wiedzą albo nie chcą powiedzieć- wrzasnąłem.
- Uspokój się, synku- poprosiła.- Zaraz wszystko się wyjaśni, poczekaj tutaj spróbuje się czegoś dowiedzieć- ruszyła w stronę recepcji.
 Minęło mniej niż pięć minut, a wróciła z tryumfalnym wyrazem twarzy.
- Udało się- uśmiechnęła się pocieszająco.- Za chwilę wyjdzie do nas lekarz.
- Mamo a gdzie jest teraz, Charlotte?- zapytałem przypominając sobie o córce.
- Katherine, została z nią- odpowiedziała spokojnie.
Nie minęło kolejnych dziesięć minut i wyszedł do nas wysoki, siwowłosy lekarz.
- Państwo Mikaelson, jak sądzę- pokiwaliśmy głowami.- Stan panny Forbes jest dobry, nie odniosła zbyt wielu obrażeń, chociaż uderzenie było silne- chciałem już zadać pytanie, ale mi przerwał.- Dziecko również ma się dobrze.
- Mogę ją zobaczyć?- zapytałem.
- Oczywiście, ona teraz śpi, ale może pan przy niej posiedzieć- odpowiedział lekarz i pożegnawszy się , udał się do innych pacjentów
- Idź do Caroline, poczekam na jej rodzinę- zaproponowała mama.
Wszedłem do sali i usiadłem na jednym z krzeseł przy łóżku. Caroline wyglądała na spokojną, mimo całej aparatury i kilku głębszych ran i zadrapań, które zdążyłem zauważyć. Żyła ona i nasz maleństwo to było najważniejsze. Odetchnąłem z ulgą, wiedziałem kto za tym stoi i najwyższa pora żeby zakończyć to raz na zawsze. Charlotte była bezpieczna od zawsze, byłem pewien że jej nie skrzywdzą, ale Caroline to co innego. Muszę jej powiedzieć prawdę, muszę powiedzieć im wszystkim. Zdecydują co zrobić z tą wiedzą, a później ze mną. Moje przemyślenia zakłócił głos.
- Klaus- chwyciłem jej dłoń.- Co z naszym dzieckiem?- zapytała natychmiast.
- Kochanie, lekarz powiedział, że jak tak dalej pójdzie to urodzisz małego słonika- uśmiechnąłem się.- Nic mu nie jest.
- To cudownie- uśmiechnęła się delikatnie.- Klaus, ja przepr...- przerwałem jej.
- Nie, Caroline to ja przepraszam- powiedziałem.- Miałaś racje, masz prawo znać prawdę i kiedy tylko poczujesz się lepiej i wyjdziesz ze szpitala powiem ci wszystko. Teraz powinnaś odpocząć.
- Poczekaj, chce...- jednak i tym razem nie było dane jej dokończyć, ponieważ do sali, dosłownie wpadli jej rodzice. Po kilku minutach zostawiłem ich samych z córką.
_____________________________________
Macie rozdział. W kolejnym wszystko się wyjaśni. Mam nadzieję, że się podoba.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 16

Dwa miesiące później:

- Nie wiem dziewczyny , to chyba jakieś szaleństwo. Natłok zajęć w pracy, Klaus wiecznie chodzący w kiepskim humorze- westchnęłam.- I jeszcze te jego dziwne telefony, których nie chce przy mnie odbierać.
- Może on też ma ciężki okres w pracy- pocieszała Bonnie. Przecież jest prezesem dobrze prosperującej firmy, to w końcu duża odpowiedzialność.
- Uważam, że Caroline ma rację- wtrąciła Elena.- Gdyby chodziło o zwykłe problemy, nie ukrywał by tego, w końcu są od jakiegoś czasu zaręczeni, jakbyś zapomniała.
- Właśnie kiedy macie termin?- zmieniła temat mulatka.
- Na sierpień- odpowiedziałam. Jeszcze nawet nie zaczęłam przygotowań.
- To lepiej już się zbieraj, pół roku to mało czasu na zorganizowanie wesela.
-Właśnie, a my służymy ci wszelką możliwą pomocą - uradowała się Elena.
- Jesteście najlepszymi przyjaciółkami na świecie- uśmiechnęłam się.- Będziecie wspaniałymi druhnami. Jednak nie wiem czy w sierpniu i czy na moim ślubie z Klausem.
- Jak to?- zapytała Bonnie.- Przed chwilą sama powiedziałaś, że bierzecie ślub.
- Bierzemy, a przynajmniej tak myślę, ale do ślubu nie dojdzie, jeżeli Klaus nie wyjawi mi tego czegoś co przede mną ukrywa- odpowiedziałam zdecydowana.- Zamierzam to wyjaśnić na dzisiejszym lunchu.
- Dobrze robisz poparła Elena.- Ale pamiętaj żeby nie podejmować pochopnych decyzji.
- Będę to miała na uwadze- odpowiedziałam i wyszłam na umówione spotkanie.

***

Powinnam się chyba przyzwyczaić, skoro mam to robić przez całe życie- pomyślałam stojąc pod gmachem firmy Niklausa, która niezmiennie wprawiała mnie w zachwyt. Wjechałam windom na najwyższe piętro, przywitałam z sekretarką oznajmiając, że przyjechałam porwać szefa na zasłużoną przerwę i już miałam wparować do biura, gdy usłyszałam jak Nik na kogoś krzyczy.
- Miałaś więcej do mnie nie dzwonić!- najwyraźniej to telefon od jakiejś kobiety tak go rozwścieczył.- Powiedz mu, że to już przeszłość, nigdy więcej już tego nie zrobię- jakiś on, co Klaus zrobił?-Nie chce mieć z wami nic do czynienia! Nigdy jej nie dostaniecie!- usłyszałam stłumiony huk i natychmiast weszłam do gabinetu.
- Niklaus, może wreszcie raczysz mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi?!- wrzasnęłam.
- Caroline, słyszałaś?- zapytał. - To nie tak jak myślisz, kochanie- zaczął do mnie podchodzić, ale się cofnęłam.- To tylko zwykłe problemy- dodał.
- Nie wciskaj mi tu takich kitów!- wrzasnęłam.- Słyszałam twoją rozmowę w całości i jeżeli zaraz nie powiesz całej prawdy, ten związek nie będzie miał sensu- chciał już coś powiedzieć, ale mu to uniemożliwiłam.- Nie jeszcze nie skończyłam.Byłam w stanie zaakceptować Charlie, naprawdę lubię dzieci, ale ta sprawa, którą jeszcze ukrywasz jest dziesięć razy poważniejsza niż bycie ojcem, więc teraz mów- zakończyłam. Przez dłuższą chwilę Nik bacznie mi się przyglądał.
- Caroline, kocham cie najbardziej na świecie, ty i Charlotte jesteście dla mnie najważniejsze- zastanowił się przez moment.- Jednak to są tylko i wyłącznie moje problemy, sam potrafię je rozwiązać a ty nie powinnaś zawracać sobie tym głowy.
- To twoje ostatnie słowo?- zapytałam, pokiwał głową.- Tak też myślałam, więc nie widzę innej możliwości- ściągnęłam pierścionek i położyłam na biurku.- Żegnaj Niklaus.
- Zaczekaj, przecież możemy porozmawiać- powiedział chwytając mnie za ramie.
- Powiesz prawdę?- zapytałam, pokiwał głową.
- Zrozum, nie mogę ci nic powiedzieć- spojrzał na mnie błagalnie.
- Nie mamy więc o czym rozmawiać- powiedziałam i wyszłam.

***

- Na pewno chodzi tutaj o inną kobietę- powiedziała Elena, kiedy opowiedziałam jej i Bonnie o moim zerwaniu z Klausem.
- Przestań gdyby ją zdradzał, to po co by się oświadczał - zapytała retorycznie Bonnie.
- A bo ja wiem, faceci to niezwykle dziwne stworzenia- odpowiedziała.- Czekaj miałam nic nie mówić, tak?
- Dziewczyny, źle się czuje, pójdę odpocząć- powiedziałam i opuściłam salon.
Siedziałam w łazience już dziesięć minut i nie miałam ochoty wychodzić.
- Błagam, Boże nie rób mi tego teraz- powiedziałam do siebie.- To nie może być prawda- wstałam zrezygnowana i wróciłam do dziewczyn.
- Caroline, jesteś blada jak ściana- powiedziała przerażona Bonnie.- Co się stało?
- Jestem w ciąży- odpowiedziałam, pokazując test ciążowy.
______________________________________________________
Kolejny rozdział, chyba ostatni. Zostałam posądzona o plagiat Miasta Zagubionych i nie chce żeby takie coś się powtórzyło, więc raczej nie będę już pisała tego opowiadania. Jednak żeby was pocieszyć mogę wam powiedzieć jak miało się skończyć opowiadanie. Przykro mi, przepraszam, jeżeli uważacie, że popełniłam plagiat.

EDIT: Dziękuje za wsparcie. Potrzebowałam kilku dni, żeby zastanowić się nad moją dalszą karierą blogową i wiecie co macie rację. Niech mnie pocałują gdzieś ludzie, którym się coś nie podoba. Skończę opowiadanie choćby na przekór. Jest też wiadomość, która wam się raczej nie spodoba ten blog skończy się na dwudziestym rozdziale, nie chce niczego na siłę przedłużać, ponieważ pozostałym blogą też muszę poświęcić czas.

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 15

- To cudownie Caroline!- wrzasnęła Elena, kiedy wszystkie trzy siedziałyśmy na kanapie popijając wino.- Opowiedz jakieś szczegóły, nie bądź taka nie było nas kilka dni, a wy z Klausem poczyniliście takie postępy!
- Eleno daj jej spokój!- powiedziała do niej Bonnie.- No dobra, nie będę udawać, że mnie to nie interesuje! Jaki jest, no wiesz w tych sprawach?- nie mogłam uwierzyć nawet Bonnie jest ciekawską plotkarą.
- Mam was dość!- wrzasnęłam, krztusząc się ze śmiechu.- Niczego nie będę wam opowiadała.
- Spójrz na nią, Bonnie najpierw zaczyna podsycać naszą ciekawość, a później zostawia z niczym- powiedziała Elena.- To dla niej takie typowe.
- Idę spać i wam radziłabym zrobić to samo, ponieważ jesteśmy już nieźle wstawione- odparłam i poszłam do sypialni.

***

Następne kilka dni czułam się jak zadurzona po uszy nastolatka. Każdą wolną chwilę spędzałam z moim księciem z bajki, jak raczyły nazywać Klausa dziewczyny. Oczywiście jeżeli zdarzyło mi się nie wrócić na noc do domu, dziewczyny, jak tylko przekroczyłam próg mieszkania, zasypywały mnie milionami pytań, ale ja za nic nie chciałam im opowiedzieć żadnych szczegółów za co cały czas chodziły na mnie śmiertelnie obrażone. Elena w pewnym momencie postanowiła skwitować to inaczej.
- Kiedy Bonnie, zn\darzyła się przygoda z Kolem, tak długo ją naciskałaś, że w końcu wszystko powiedziała. Teraz ty jesteś w poważnym związku z Klausem i nie chcesz się z nami niczym podzielić. Myślałam, że jesteśmy jak siostry- poczułam się lekko dotknięta jej słowami.
- Jesteśmy jak siostry Eleno- odparłam.- I naprawdę wiecie wszystko co najważniejsze. Musimy zachowywać się jak rozpieszczone gówniary i obrażać się bez powodu?
- Oczywiście, że nie Caroline- odpowiedziała szybko Bonnie.- My tylko boimy się, że w twoim życiu dzieje się coś ważnego, a ty zapomniałaś nam o tym powiedzieć.
- Wiecie wszystko- powtórzyłam ponownie.- Jestem zakochana po uszy w Niklausie Mikaelsonie i to nie zmieni się tak szybko. Dorobiłam się w pakiecie nie tylko Nika ale i kochanej córeczki- dodałam, a one uśmiechnęły się promiennie.
- Cieszymy się twoim szczęściem- powiedziała Elena.- A gdzie jeśli można spytać będziecie spędzać Sylwestra, ponieważ ja muszę ci powiedzieć, że idziemy z Bonnie na bal sylwestrowy Esther.
- My się tam z Klausem nie wybieramy- spojrzały na mnie pytająco.- Jakoś się wykręcił, ponieważ ma dla mnie jakąś niespodziankę- dodałam.
- Szczęściara- powiedziały obie.- Możesz mi powiedzieć gdzie znaleźć takich facetów?- zapytała Bonnie.
- Tylko w rodzinie Mikaelson- odparłam.
- Szkoda, że wszyscy są już żonaci- powiedziała Bonnie.
- Nie wszyscy- spojrzałyśmy na Bonnie wymownie i wszystkie trzy wybuchnęłyśmy śmiechem kiedy się zarumieniła.

***

Nadszedł sylwestrowy wieczór i szykowałam się z wielkim podnieceniem na spotkanie z Klausem. Dziewczyny pożegnały się i wyszły jakieś pół godziny wcześniej. Nik zjawił się punktualnie o osiemnastej i razem zeszliśmy do samochodu. 
- Caroline, pozwolisz, że zawiąże ci oczy- powiedział Klaus.- To co wyszykowałem ma być niespodzianką więc nie możesz widzieć gdzie jedziemy- zawiązał mi oczy wstążką i wsadził do samochodu.
- Klaus, ja naprawdę czuje się bardzo nieswojo nie wiedząc co się ze mną stanie- przerwałam panującą cisze.- Proszę, powiedz mi co planujesz, umieram z ciekawości.
- Musisz jeszcze chwilę poczekać- odpowiedział.- Jeszcze pięć minut i będziemy na miejscu.
Mówił prawdę, po około pięciu minutach zatrzymał samochód, wyprowadził mnie z auta, weszliśmy do jakiegoś budynku i wsiedliśmy do windy. Zanim się zatrzymała wydawało mi się, że minęły wieki. W końcu znów zatrzymaliśmy się i Klaus wreszcie ściągnął z moich oczu opaskę.
- Proszę bardzo panno Forbes- powiedział uśmiechając się do mnie promiennie.
Rozejrzałam się. Staliśmy na dachu jakiegoś budynku, na środku umieszczony był stolik z kolacją, a wszystko oświetlone było masą świec i posypane różami.
- Klaus, to... to wszystko dla mnie?- zapytałam.- Boże to najpiękniejsza niespodzianka jaką kiedykolwiek ktoś dla mnie przygotował- poczułam wzbierające we mnie wzruszenie i mocno go przytuliłam.
- Twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze- usłyszałam jego głos.- Kocham cie Caroline.
To wyznanie przelało szalę i wybuchnęłam płaczem szczęścia. Klaus odsunął mnie od siebie i uważnie mi się przyjrzał.
- Coś się stało?- zapytał.- Dlaczego płaczesz?- wyglądał na naprawdę zdezorientowanego.
- To nic Klaus, to ze szczęścia- uśmiechnęłam się i ponownie go przytuliłam. 
- Kochanie może usiądziemy i zjemy tą pyszną kolacje?- powiedział po chwili, uśmiechając się.
Właśnie tak zrobiliśmy, kolacja była wyśmienita. Cały czas rozmawialiśmy o jakiś błahych sprawach, dziewczynach, rodzinie, pracy, naszą konwersację przerwała w pewnym momencie muzyka. Weszli skrzypkowie i zaczęli grać walca. Klaus podniósł się z krzesła i wyciągnął do mnie rękę.
- Zatańczy pani ze mną, panno Forbes?- zapytał, a ja się uśmiechnęłam.
- To będzie dla mnie wielki zaszczyt, panie Mikaelson- również wstałam, podając mu dłoń. Zaczęliśmy powoli wirować w rytm muzyki.
- Czy to już koniec niespodzianek?- zapytałam po chwili.
- Niespodzianki się jeszcze nawet nie zaczęły- odpowiedział tajemniczo.
- Nie jestem pewna czy zdołam wytrzymać jeszcze kolejne- powiedziałam, a Klaus roześmiał się serdecznie.
- Jeżeli zemdlejesz, złapię cie- teraz to ja się roześmiałam. Muzyka dobiegła końca, a my ponownie usiedliśmy przy stoliku.
- Mogłabyś jeszcze na chwile zamknąć oczy?- zapytał. Chciałam odmówić, ale zastanowiłam się i posłusznie wykonałam prośbę. Usłyszałam, że Klaus wstał i oddalił się na moment i za chwilę wrócił.
- Otwórz oczy- podniosłam powieki i zobaczyłam, iż stoi przede mną z ogromnym bukietem czerwonych róż i uśmiecha się.- Proszę- wyciągnął do mnie bukiet.- To jeszcze nie wszystko- nie mogąc wykrztusić z siebie słowa, patrzyłam jak Klaus klęka przede mną na jedno kolano, wyciąga z kieszeni czerwone pudełeczko, otwiera je, a w środku znajduje się piękny srebrny pierścionek z niebieskim diamentem.- Caroline Forbes, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?- zapytał. Na moment zapomniałam o oddychaniu i tylko na niego patrzyłam. Po kilku sekundach, które wydawały się trwać w nieskończoność znów wybuchnęłam płaczem.
- Tak- zdołałam tylko powiedzieć, kiedy się uspokoiłam i rzuciłam mu się w ramiona. Przez chwile nie liczyło się nic tylko my dwoje jakby świat w ogóle przestał istnieć.
- Kochanie, zechcesz mi podać swoją dłoń?- zapytał. Zrobiłam to bez wahania i przyglądałam się z zachwytem jak Nik wkłada na mój palec pierścionek zaręczynowy. Jestem zaręczona! Nie mogę w to uwierzyć.
- Klaus uszczypnij mnie, bo wydaje mi się, że śnie bardzo piękny sen- poprosiłam, a on dosłownie spełnił moją prośbę.- Auł, tylko żartowałam- oboje się roześmialiśmy.- Czy na tym już koniec?
- Nie- odparł krótko.- Jeszcze jedna, ale na nią musisz poczekać- spojrzał na zegarek.- Została minuta. Podejdźmy do barierki. Jeszcze pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, już- w tym momencie w niebo wystrzeliło kilkanaście fajerwerków, a Klaus wrzasnął- Szczęśliwego Nowego Roku!
Wymieniliśmy się życzeniami i obserwowaliśmy piękny pokaz. Kiedy wszystko ucichło zapytałam.
- Kochanie, czy moglibyśmy już jechać do domu, wieczór był najcudowniejszy w moim życiu, ale nie jestem w stanie zapewnić cie czy przy następnej niespodziance nie wyzionę ducha- Klaus roześmiał się serdecznie.
- Rzeczywiście ten wieczór obfitował w wiele emocji, chodźmy- idąc do samochodu i jadąc do domu czułam, że cały świat należy teraz do mnie.
________________________________________________
Na początek witam i starych i nowych czytelników:) Dziękuje, że nie zapomnieliście o mnie. Wiem rozdział po długiej przerwie  i z opóźnieniem czasowym i to dużym, ale nie chciałam go zmieniać. Chciałam żeby oświadczyny Klausa właśnie takie były, ale powiem wam, że niebawem sielanka się skończy i zacznie robić się nieprzyjemnie. Do napisania. KOMENTUJCIE:) 

sobota, 4 stycznia 2014

Wielka prośba do czytelników!!!!!!!!!

Wiem, że ostatnio trochę u mnie gorzej z pisaniem i jeszcze ta ilość przerw między rozdziałami, ale mam do was ogromną prośbę. Odwiedzajcie mnie na wszystkich moich blogach, ponieważ jeżeli wszystkie będą w miarę czytane to postaram się nie znikać z bloggera na tak długi okres czasu. Na każdym blogu w tym miesiącu pojawi się nowa notka i to dzień po dniu tak sobie obiecałam i tak właśnie będzie. Macie tutaj wykaz moich wszystkich blogów:
http://elijah-katherine-czy-elena.blogspot.com/ tutaj rozdział pojawił się już 8 stycznia.
http://niklaus-diaries.blogspot.com/ blog został przeniesiony z innego adresu i wracam na niego po 3 miesiącach przerwy. Rozdział 11 stycznia.
http://igrajac-z-ogniem.blogspot.com/ nowy blog, nowy początek można powiedzieć. Odpoczywam na nim od wampirów a szczególnie od Klausa i Caroline. Rozdział jest na blogu od 5 stycznia.
http://klaus-caroline-po-ludzku.blogspot.com/ blog, który wszyscy najbardziej lubią, chociaż ja zaczęłam się z nim ostatnio bardzo męczyć. Rozdział 13 stycznia.
Mam nadzieje, że wesprzecie mnie w mojej wenie twórczej. Do napisania

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 14

Przeciągnęłam się leniwie w pościeli. Podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam po sypialni, Nika nie było. Wstałam z łóżka i zajrzałam do łazienki, nikogo. Założyłam jego koszulę leżącą na krześle i wyszłam do salonu. Tam również go nie zobaczyłam, gdzie on się do diaska podział. Na aneksie kuchennym znalazłam karteczkę.
Wyszedłem po coś na śniadanie dla nas
                                                                                              Klaus.
Urocze, że tak się o wszystko troszczy. Jednak mnie interesowało już zupełnie co innego. Kiedy go nie ma, mogę sobie bezkarnie buszować po jego mieszkaniu. Wiem, wiem to brak kultury żeby grzebać w cudzych rzeczach, ale co ja poradzę na to, że jestem z natury istotą ciekawską. Weszłam do pierwszego pokoju i od razu trafiłam do pokoju zajmowanego na co dzień przez Charlotte. Jak mogłam się domyślić nie przypominał on pokoju typowej dziewczynki. Pełen samochodów i kolejek był jak dla kilku letniego chłopczyka. Postanowiłam nie naruszać jej prywatności i wyszłam. Kolejny pokój mnie rozczarował, ponieważ był zwykłym pokojem gościnnym. Natomiast w ostatnim pokoju doznałam szoku. Była to jak się dowiedziałam oaza Klausa. Przy ścianach stały olbrzymie stoły, a na nich leżały obrazy. Przeróżne krajobrazy, portrety, pejzaże. Jednak moją uwagę przykuł portret przedstawiający Tatię. Wzięłam go do rąk i zaczęłam się przyglądać jej pięknej, młodej twarzy. Czy Klaus nadal kochał ją mocniej ode mnie? Czy nadal wracał wspomnieniami do ich wspólnie spędzonych chwil? Czy byłam dla niego tylko pocieszeniem? Moje ponure rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Dziwne, przecież Klaus miał klucze. Zamknęłam pracownie i podeszłam do drzwi wejściowych. Delikatnie je uchyliłam i zobaczyłam, że stoi w nich Katherine.
- Katherine- uśmiechnęłam się do niej.- Przepraszam za mój strój, ale co ty tutaj robisz tak wcześnie?
- Chciałam zobaczyć się z Klausem- spojrzała na mnie wymownie.- Czy jest w domu?
- Niestety wyszedł na zakupy i jeszcze nie wrócił- odpowiedziałam.- Możesz na niego poczekać.
- Nie dziękuje- powiedziała.- Dzieci na mnie czekają, ale czy mogłabyś przekazać coś Klausowi?
- Oczywiście, co tylko zechcesz- odparłam i znów się uśmiechnęłam. Wyciągnęła  z kieszeni kopertę i podała mi ją.- Nie martw się na pewno mu przekaże gdy tylko wróci do domu.
- Dziękuje ci, Caroline- uśmiechnęła się.- Pójdę już, trochę się spieszę. Do zobaczenia, miłego dnia.
Zamknęłam drzwi i odłożyłam kopertę na szafkę przy drzwiach. Wróciłam do pracowni i zaczęłam ponownie podziwiać niezaprzeczalny talent Klausa. Usłyszałam jak otwierają się drzwi i przestraszona wybiegłam z pokoju.
- Jesteś nareszcie- podeszłam do niego.- Już myślałam żeby wysłać za tobą poszukiwania- uśmiechnęłam się i pocałowałam go w usta.
- Chciałem żebyś miała wszystko co najlepsze, kochanie- odpowiedział.- Jak tam twój dzisiejszy nastrój?
- Wyśmienity, chciałabym żeby ten poranek trwał wiecznie- powiedziałam, przytulając się do niego.
- Wiesz, że takie poranki możemy mieć razem do końca życia?
- Co to, oświadczyny?- zaśmiałam się.
- Nie, moje oświadczyny będą idealne- powiedział.- Takie, których nie zapomnisz do końca życia.
- Ale wiesz, że będziesz się musiał bardzo postarać, żeby zostać przyjętym?- zapytałam figlarnie się przy tym uśmiechając.
- Nawet nie wiesz jak bardzo będę się starał- odpowiedział.- Nie masz pojęcia jak seksownie wyglądasz w mojej koszuli. Może odpuścimy sobie śniadanie i wrócimy do sypialni?
- Z wielką przyjemnością, panie Mikaelson- chwyciłam go za rękę i wróciliśmy do łóżka.
- No cóż, bardzo ci do twarzy w tej koszuli, ale musimy się teraz jej pozbyć- powiedział ściszonym głosem i zaczął rozpinać guziki i całować każdy odsłonięty skrawek mojego ciała.- Jeden guziczek, drugi guziczek, trzeci guziczek...- niestety nasze pieszczoty zostały przerwane przez kolejny dzwonek do drzwi.- Cholera, ludzie to mają wymarzone wyczucie czasu- powiedział Klaus i poszedł otworzyć drzwi.
- Mamo, Charlie, co wy tutaj robicie tak wcześnie- usłyszałam po chwili. Zerwałam się z łóżka, ściągnęłam koszulę i zaczęłam wciągać moją sukienkę.
- Charlie, nie mogła się doczekać żeby cie zobaczyć i obudziła wszystkich domowników tylko po to żeby ktoś zawiózł ją do domu- usłyszałam głos Esther. Weszłam do łazienki i doprowadziłam włosy i resztki makijażu do porządku. Odetchnęłam głęboko kilka razy i wyszłam.
- Mamusiu Caroline, jesteś tutaj- podbiegła do mnie Charlie. Wzięłam ją na ręce i mocno przytuliłam. Widziałam jak Esther i Klaus przyglądają się nam bardzo zdziwieni.
- Nie wiedziałam, że tutaj nocujesz Caroline- powiedziała matka Klausa.- Mogłeś mnie uprzedzić Niklaus, zatrzymałabym Charlie dłużej w domu. Słysząc jej słowa i widząc wymowne spojrzenie, zarumieniłam się, aż po cebulki włosów.
- Klaus, ja pojadę teraz do domu i wrócę po południu- powiedziałam stawiając Charlie na ziemi.- Nik, zapomniałabym, rano była tutaj Katherine i zostawiła dla ciebie jakąś kopertę, leży na szafce przy drzwiach wejściowych. Do zobaczenia później, do widzenia miło było panią zobaczyć- zabrałam swój płaszcz i wyszłam.

***

Klaus nie odezwał się do mnie przez całe popołudnie i powoli zaczynałam się martwić. Nie odbierał telefonu, nie było go w domu, a od jego siostry dowiedziałam się, że pojechał do swojej firmy. Zrobiłam to samo, jako że były jeszcze święta nikogo nie było. Wjechałam windą na ostatnie piętro i weszłam do gabinetu Nika. Siedział pochylony nad jakimiś papierami i nawet nie podniósł głowy kiedy weszłam.
- Niklaus, możesz mi powiedzieć dlaczego nie odbierasz moich telefonów?- zapytałam.- Czy zrobiłam coś nie tak? Dlaczego przyjechałeś do pracy, przecież są święta?- podniósł głowę i wreszcie na mnie spojrzał.
- Musiałem się odprężyć, praca mi pomaga- powiedział.- Chodź tutaj- poprosił, podeszłam do biurka.- Nie tam, chodź do mnie- podeszłam do niego dość niepewnie. Chwycił mnie w talii, posadził sobie na kolanach i zaczął namiętnie całować. Poczułam, że zaczął rozpinać moją bluzkę i oderwałam się od niego.
- Klaus, chcesz to zrobić tutaj? Zwariowałeś- powiedziałam, widząc jego pożądliwe spojrzenie 
- Dlaczego nie, tutaj przynajmniej nikt nam nie przeszkodzi- odpowiedział nieskrępowany niczym. Ściągnął moją bluzkę i zaczął mocować się ze spodniami. Po chwili już pozbył się mojej bielizny i rozpiął swój rozporek. Zdziwiłam się widząc jak bardzo był podniecony. Chrzanić to, ja też byłam podniecona więc kiedy we mnie wszedł byłam wniebowzięta. Zaczął się poruszać najpierw bardzo powoli, później coraz szybciej, a ja chętnie wychodziłam mu na spotkanie. Wszystko co teraz robiliśmy było tak różne od naszych nocnych pieszczot. Teraz oboje dążyliśmy tylko do osiągnięcia orgazmu. Klaus zaczął jeździć zębami po mojej szyi,a ja bezwstydnie odchyliłam głowę żeby zrobić mu lepszy dostęp. Jeszce chwilę oboje pracowaliśmy biodrami i w tym samym momencie osiągnęliśmy spełnienie. Trzymałam Klausa mocno za ramiona całkowicie odprężona i bardzo senna. Nie rozmawialiśmy, nie powiedzieliśmy ani słowa i nagle poczułam się bardzo samotna i lekko zadrżałam. Poczułam jak Klaus obejmuje mnie ramionami i całuje w czubek głowy. 
- Przepraszam, wiem że nie powinniśmy tego robić tutaj- usłyszałam jego głos. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
- Co w ciebie wstąpiło?- zapytałam.- Wiesz, że już zaczęłam zastanawiać się czy coś ze mną nie tak?
- Potrzebowałem cie- odpowiedział.- Miałem ciężki dzień i nie chciałem wyładowywać się na tobie.
- Czy coś się stało? Czy chodzi o list, który przyniosła dzisiaj rano Katherine- zapytałam podnosząc się z jego kolan. Wyciągnął chusteczki i podał mi jedną. Wytarłam się i doprowadziłam swoje ubranie do porządku, Klaus zrobił to samo.
- Będę miał trochę problemów w pracy- odpowiedział.- Ten list był właśnie tego przesłanką.
- Nie chce żebyś się tym przejmował- uśmiechnęłam się promiennie.
- Właśnie sobie przypomniałem- powiedział nagle.- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że Charlie powiedziała do ciebie mamusiu?- zapytał zaciekawiony.
- Nie miałam sposobności, poza tym musiałam sama się z tym oswoić- odpowiedziałam, przyglądając się jego rozpromienionej twarzy.
- Nie cieszysz się?- zapytał.- Wiele to dla mnie znaczy, że Charlie tak szybko cie pokochała, zupełnie jak ja- poczułam rozprzestrzeniające się ciepło na sercu.
- Ja również kocham was oboje jakbyście już byli moją rodziną- odpowiedziałam.
- Czyżby ktoś tutaj domagał się prawdziwych oświadczyn?- zapytał śmiejąc się Klaus.
- Oj nie kpij ze mnie- ofuknęłam go.- Ja się będę już zbierać- powiedziałam, podnosząc się z krzesła.
- Jak to, dokąd się wybierasz?- zapytał.- Myślałem, że spędzimy wieczór razem.
- Źle myślałeś, kochanie- odparłam.- Dziewczyny wracają za godzinę do domu, mam zamiar je przywitać. Trzeba było nie ignorować moich telefonów, to byś wszystko dokładnie wiedział.
- Czyli jesteś na mnie zła i to ma być kara- powiedział Nik. Podeszłam do niego, nachyliłam się, oparłam ręce po bokach fotela, pocałowałam przelotnie w usta i powiedziałam.
- Traktuj to sobie jak chcesz. ale obiecuje, że warto będzie czekać na godzenie. Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo- wyprostowałam się i wyszłam z jego gabinetu.
_______________________________________________________
Wiem, że rozdział jest taki sobie, ale niedługo akcja się rozkręci. Nawet nie wiecie co się szykuje. Kolejny rozdział po 10 stycznia.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Kolejna nominacja do Liebster Award:)

Znów dostąpiłam zaszczytu i zostałam nominowana do Liebster Award przez Mrs.X z http://elena-and-damon-tvd.blogspot.com/, której serdecznie dziękuje nie tylko za nominowanie mnie, ale za wszystko.

Oto pytania jakie zadała:

1. Jakiej muzyki słuchasz?
Wszystkiego co mi wpadnie w ucho.
2. Jaki masz cel w życiu?
Zdobyć wymarzony zawód, założyć rodzinę i być szczęśliwą.
3. Czego się najbardziej boisz?
Węże i pająki.
4. Czego nienawidzisz w ludziach?
Jeżeli są fałszywi i nie potrafią powiedzieć ci prosto w oczy co o tobie myślą.
5. Co daje ci największą radość?
Przebywanie z moimi bliskimi.
6. Jaki typ książek lubisz czytać?
Kryminały, moja kolejna miłość:)
7.  Bez czego nie potrafisz żyć?
Jest wiele takich rzeczy, może muzyka.
8. Co zawsze chciałaś zrobić, ale zabrakło ci odwagi?
Zawsze chciałam skoczyć ze spadochronem, ale strasznie się boje.
9. Często kłamiesz?
Nie wydaje mi się, ale czasami się zdarza.
10. Jakie są twoje ulubione strony internetowe?
Facebook:)
11. Co ci się w sobie podoba?
Moje cechy charakteru.

Kolejny raz ja nie nominuje nikogo. Wiem, że powinnam, ale większość blogów jakie znam zostały już nominowane, więc nie będę się powtarzać. Rozdział no cóż, może przed nowym rokiem tak jak pisałam wcześniej. Będzie się działo mówię wam. Teraz pochwalę się wam moim sukcesem: Jestem kierowcą!!!! Tak dzisiaj zdałam egzamin praktyczny i zrobiłam sobie najlepszy prezent na święta. Chociaż jeszcze to do mnie nie dotarło. Czekajcie na rozdział! Zapomniałabym muszę nadrobić mnóstwo rozdziałów na waszych blogach i byłoby łatwiej gdybyście zostawiali adresy w Spamie.

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 13

Dwa tygodnie później:

Ostatnie dni spędziłam jak w jakimś pięknym śnie. Codziennie spotykałam się z Klausem i Charlie, którą uwielbiałam z każdym dniem bardziej. Mała była naprawdę cudowna. Zaskakiwała swoim indywidualizmem, a jednocześnie była przepełniona dziecięcą radością i ciekawością świata. Razem z Klausem każdego dnia spędzaliśmy długie godziny na obmyślaniu jakiś interesujących atrakcji żeby tylko Charlie, śmiała się wniebogłosy. I tak przez ostatnie kilka dni byliśmy na lodowisku, które Klaus przypłacił kilkoma siniakami na tyłku, jeździliśmy na sankach, zbudowaliśmy wielkiego bałwana i piekliśmy bezy, które zamieniły się w wielką wojnę cukrzanom. Jednak teraz stojąc przed biurowcem firmy Klausa nie czułam się zbyt pewna siebie. Czekało mnie bardzo ciężkie zadanie. Wigilia zbliżała się wielkimi krokami, a ja musiałam zawiadomić go, że moja mama zaprosiła nas na wigilijną kolacje. Nie powiedziałam jeszcze rodzinie o tym, że Klaus ma dziecko i łączy nas coś więcej niż przyjaźń. Wzięłam głębszy wdech i weszłam do budynku. Wjechałam na piętro, przywitałam się z Jessicą i zapukałam do gabinetu Klausa, a po krótkim "proszę wejść" niepewnie przekroczyłam próg.
- Kochanie, co za niespodzianka- wstał za biurka i podszedł do mnie- mieliśmy się zobaczyć dopiero za dwie godziny. Czy coś się stało?
- Nie nic, po prostu się stęskniłam- to była szczera prawda.- Muszę ci powiedzieć coś ważnego.
- Brzmi bardzo poważnie- uśmiechnął się czule.- Mów zanim zacznę się bać.
- Nabijasz się ze mnie, a to naprawdę coś ważnego- szturchnęłam go lekko w bok.- Moja mama zaprosiła nas na kolację wigilijną- ze zdziwieniem spostrzegłam, że uśmiechnął się jeszcze szerzej, a ten uśmiech ogarnął również jego oczy.
- Caroline, czy to ma być takie straszne, że robisz minę jakby skazano cie na śmierć?- zapytał przekornie.- To oczywiste, że twoja rodzina chce mnie poznać. Chyba mnie nie zjedzą, co?- widząc moją naburmuszoną minę dodał szybko.- Dlaczego tak bardzo się tym przejmujesz? Ty dałaś sobie radę z moją rodziną, to dlaczego ja mam nie dać sobie z twoją?
- Klaus, nie rozumiesz?- zapytałam dramatycznie.- Moja mama będzie cie przesłuchiwała, jak każdego mojego faceta. Zaraz zacznie wypytywać o nasze zamiary, jest nawet w stanie wkręcić sobie, że już bierzemy ślub. Wyobrażasz sobie jaki to będzie koszmar? Oni nie wiedzą jeszcze o Charlotte- wziął mnie w ramiona.
- Do Wigilii zostało jeszcze kilka dni, prawda?- zapytał, nie oczekując na odpowiedź.- Możemy spotkać się z twoją rodziną i wyjaśnić im wszystko- uspokajał mnie jak zwykle.- Później pójdziemy na kolację do twojej rodziny, zabierzemy Charlotte i zobaczymy jak będzie.
- Jak to możliwe, że zachowujesz się tak spokojnie?- zapytałam patrząc na niego i pierwszy raz się uśmiechając.- Jak wytrzymujesz z taką królową dramatu jak ja?
- Kocham tą królową dramatów, nie zależnie od wszystkiego- pocałował mnie delikatnie.- Nie zapominaj również o Balu Bożonarodzeniowym organizowanym przez moją matkę.
- Nie zapomniałam, mam już nawet sukienkę- pochwaliłam się.- To będą udane święta, prawda?
- Jedne z najlepszych w naszym życiu- powiedział.- Teraz chodź, zjemy razem lunch.

***

Staliśmy przed domem moich rodziców w piękny wieczór wigilijny. Nie denerwowałam się tak jak kilka dni temu, kiedy staliśmy dokładnie w tym samym miejscu z zamiarem powiedzenia o wszystkim całej mojej rodzinie. Jeszcze teraz pamiętałam przecudowną reakcje mojej mamy na wieść o tym, że jestem z Klausem, a on ma córkę. Nasza prywatna rozmowa utwierdziła mnie w przekonaniu, że zbyt mocno wątpiłam w wyrozumiałość mojej rodziny.

- Córeczko, dlaczego nic wcześniej nam nie powiedziałaś?- zapytała z lekkim wyrzutem.
- Zrozum, nie chciałam żebyś jakoś za bardzo to przeżywała- próbowałam wszystko wyjaśnić.- Pamiętaj, że każdego mojego poprzedniego chłopaka traktowałaś jako przyszłego zięcia- przypomniałam jej.- Nie zapominaj, że jest jeszcze Charlotte, nie wiedziałam jak zareagujecie kiedy powiem, że spotykam się z mężczyzną, który jest ojcem.
- Caroline, przecież Charlotte nie jest tutaj żadnym problemem- powiedziała poważnie.- To przecudowne dziecko i jakie inteligentne jak na swój wiek, a Klaus to wspaniały mężczyzna, na którego zasłużyłaś. Pamiętam, że zawsze chciałaś mieć właśnie taką rodzinę- przerwała i po chwili dodała szybko.- Wiem, wiem zawsze zbyt przeżywam twoje związki, ale to wszystko przez to, że chciałabym żeby wszystkie moje dzieci wreszcie znalazły swoje szczęście. Mogę ci jednak obiecać, że nie będę się wtrącać do twojego życia, chyba że poprosisz mnie o radę.
- Dziękuje ci mamo, wiesz że cie kocham, prawda?- przytuliłam się do niej najmocniej jak potrafiłam.
- Wiem, wiem córeczko- odparła.- Ja też kocham cie najmocniej na świecie.

To będzie naprawdę udany wieczór. Spojrzałam na Klausa, wzięłam Charlie za rączkę i zapytałam:
- Jesteście gotowi?- pokiwali posłusznie głowami. Zapukaliśmy i weszliśmy do domu po tym jak mama otworzyła nam drzwi.
- Nareszcie jesteście- powiedziała uśmiechnięta.- Wszyscy już przyjechali i czekaliśmy tylko na was- uściskała nas wszystkich po kolei.- Charlie możesz dołączyć do Phillipa, Janette i Oscara, którzy bawią się w salonie. Charlie popędziła podekscytowana do moich kuzynów.- A wy możecie dołączyć do pozostałych w pokoju obok.
- Nie potrzebna pani pomoc?- zapytał Klaus.- Ja chętnie pomogę.
- Bardzo ci dziękuje- odpowiedziała wdzięczna.- Jednak nie musisz, powinieneś wiedzieć, że kuchnia to moje królestwo, do którego rzadko kto ma wstęp.
Posłusznie poszliśmy do pozostałych. Napadło na nas stado ciotek, wujków, moi bracia i ojciec. Oczywiście przy kolacji mieliśmy tylko dwa tematy polityka i rodzinne problemy nagromadzone przez cały rok. Niestety nie mieliśmy z Klausem ani chwili dla siebie. Dopiero kiedy cała rodzina rozsiadła się w salonie, ja po położeniu Charlotte w mojej dawnej sypialni, postanowiłam wyjść do ogrodu żeby się przewietrzyć.
- Tutaj się chowasz- usłyszałam za sobą ten cudownie znajomy głos. Klaus podszedł do mnie od tyłu i objął mnie w talii.
- Musiałam chwilę odetchnąć świeżym powietrzem- powiedziałam opierając się o niego.- Przepraszam za to całe zamieszanie. Wiem, że moja rodzina nie jest podobna do twojej.
- Twoja rodzina jest jak najbardziej w porządku- odpowiedział.- Wiedziałem o tym kiedy się zdecydowałem na nasz związek- dodał.- Powinnaś bardziej wierzyć w siebie i swoją rodzinę.
- Wiem, moja mama zaproponowała, że możemy zostać tutaj na noc- powiedziałam.- Jednak jeżeli chcesz mogę iść obudzić Charlie i wrócimy do Nowego Jorku. Jutro jest bal twojej mamy, więc powinniśmy wracać.
- Jesteś zmęczona, ja też, a Charlie już śpi, więc wolałbym skorzystać z gościnności twojej mamy- powiedział i mocniej mnie uścisnął. Czułam się jak w najbezpieczniejszym miejscu na świecie.
- Masz racje potrzebny nam odpoczynek, chodźmy powiemy wszystkim dobranoc i pójdziemy się położyć- chwyciłam jego dłoń i weszliśmy z powrotem do domu.

***

Następnego dnia wróciliśmy do Nowego Jorku. Krzątałam się samotnie po naszym mieszkanku, ponieważ dziewczyny były u swoich rodzina, a ja musiałam wyszykować się na imprezę mamy Klausa. Przez cały długi dzień byłam pozbawiona jego towarzystwa o Charlie już nie wspominając. Kiedy wybiła osiemnasta, wyszykowana zaczęłam krążyć po salonie oczekując przyjazdu Klausa. Jak tylko zabrzmiał dzwonek do drzwi, popędziłam w tym kierunku i z impetem otworzyłam, rzucając się w objęcia Nika. 
- Wow, chyba częściej musimy sobie robić dłuższą przerwę, skoro mają mnie czekać takie powitania- powiedział obdarzając mnie uśmiechem.
- Przestań, tak bardzo za tobą tęskniłam- nie chciałam wypuszczać go z moich ramion.- Lepiej się pospieszmy, chce jeszcze ucałować Charlotte na dobranoc.
- Nie martw się kochanie, Charlie czeka na ciebie jak na szpilkach- odpowiedział, powoli prowadząc mnie do samochodu. Droga upłynęła nam w ciszy. Jednak nie była to krępująca cisza, a jakiegoś swojego rodzaju porozumienie. Oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że przez najbliższe kilka godzin nie będziemy mieli spokoju. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, po przywitani z całą rodziną i nieskończenie długim składaniu życzeń Klaus chwycił mnie za rękę.
- Caroline, chodź Charlotte na ciebie czeka- powiedział cicho. Razem weszliśmy na górę i skierowaliśmy swoje kroki do pokoju Charlotte. Po długim wyściskaniu Charlie wreszcie weszła do łóżka. Cicho przeczytałam jej "Królewnę Śnieżkę". Klaus nachylił się nad córką i wyszeptał.
- Dobranoc córeczko, życzę ci bardzo magicznych snów- spojrzałam na niego wymownie.- Teraz zostawiam moje kobiety same, poczekam na ciebie przy schodach- i po cichu opuścił pokój.
- Caroline, to były najlepsze święta jakie miałam do tej pory- usłyszałam cichy głosik Charlie. Ucałowałam ją w czoło i szczelniej otuliłam kołdrą. Zostawiłam małą palącą się lampkę na szafce nocnej i już wychodziłam kiedy usłyszałam.- Kocham cie mamusiu, Caroline- na te słowa serce mi się ścisnęło z radości. Stałam przez chwilę przyglądając się jak Charlotte zapada w spokojny sen po czym wyszłam z pokoju. Klaus jak obiecał, tak czekał na mnie przy schodach. Zeszliśmy do salonu, wypiliśmy kilka lampek szampana i zatańczyliśmy kilka walców.
- Klaus, możemy już stąd wyjść, to był bardzo długi dzień- powiedziałam, przytulając się do jego ramienia.
- Oczywiście kochanie- odpowiedział.- Tylko pożegnamy się z moją rodziną i możemy wychodzić.
Jak powiedział tak właśnie zrobiliśmy i po jakiś trzydziestu minutach jechaliśmy już do naszych mieszkań.
- Nik mogę dzisiaj spać u ciebie?- zapytałam.- Dziewczyny wyjechały, a ja nie chce być sama.
- Oczywiście, że możesz- uśmiechnął się do mnie.- Nie miałem zamiaru zostawiać cie dzisiaj samej.
Nie mówiłam już nic więcej i resztę drogi pokonaliśmy znów w kompletnej ciszy. Kiedy przyjechaliśmy pod mieszkanie Klausa, pomógł mi wysiąść z samochodu i powoli weszliśmy do mieszkania. 
- Masz ochotę na odrobinę wina?- zapytał kiedy usiedliśmy na kanapie. Pokiwałam głową i po chwili przyjęłam od niego kieliszek - Wiem, że takie bale są nudne, ale mam nadzieję, że chociaż trochę ci się podobało.
- Spędzanie czasu z twoją rodziną zawsze jest dla mnie bardzo przyjemne- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.- Mogę poprosić jeszcze jeden kieliszek wina?
- Oczywiście- wstał i zaczął nalewać mi kolejny kieliszek czerwonego wina, a ja nie wiem czy to przez alkohol czy może planowałam to od początku. Podeszłam do niego uwodzicielskim krokiem, odwróciłam do siebie i wpiłam się w jego usta. Całowałam go jak jakaś wariatka, rozpinając guziki jego koszuli. Szło mi strasznie opornie dlatego w pewnym momencie zerwałam ją. Klaus nie został mi dłużny, ponieważ już po chwili byłam w samej bieliźnie. Sapnęłam niezadowolona kiedy oderwał się od moich ust.
- Caroline, nie chce cie do niczego nakłaniać- serce mi mocniej zabiło, kiedy spojrzałam w jego pociemniałe z pożądania oczy. Mimo tego całego napięcia on nadal był w stanie się powstrzymać.
- Wiem czego chce- powiedziałam.- Ciebie- po czym znów zaatakowałam jego usta.
Po chwili byliśmy już w sypialni, głośno zatrzaskując za sobą drzwi.
____________________________________________________________
Kolejny rozdział tak jak obiecałam!!!! Mam nadzieję, że się podoba. Właśnie taki miał być świąteczno- romantyczny. Niestety następny będzie w najlepszym razie po świętach w najgorszym po nowym roku. Tak więc, życzę wam wszystkim zdrowych, wesołych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, a w Nowym Roku spełnienia wszystkich waszych marzeń. Do napisania:)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Liebster Award

Zostałam nominowana do Liebster Award za co wielkie podziękowania składam Mrs.X z bloga http://elena-and-damon-tvd.blogspot.com. Oto pytania, które zadała:
1. Jak masz na imię?
Używam swojego drugiego imienia, ale skoro już chcecie wiedzieć to Jasemine. Nie ma to jak tata z zamiłowaniem do dziwacznych imion:)
2. Ile masz lat?
19.
3. Co cie skłoniło do założenia bloga?
Szczerze, nie miałam co robić, a że lubię pisać to stwierdziłam, że muszę spróbować swoich sił.
4. Damon czy Stefan?
Jak już muszę wybierać to Damon.
5. Podaj 3 swoje zalety i 3 swoje wady.
zalety:
- zawsze staram się wszystkim pomagać,
- jestem bardzo zawzięta,
- jestem towarzyska,
wady:
- za dużo gadam,
- jestem zbyt szczera, aż do bólu,
- najpierw robię, później się zastanawiam,
6. Twoje hobby.
Gra na fortepianie. Robię to codziennie, dawne marzenie zostać znaną pianistką. Mam na tym punkcie niezłego bzika.
7. Zwierzątko domowe. Lepszy pies czy kot?
Mam dwa koty i psa, nie potrafię zdecydować.
8. The Vampire Diaries czy The Originals?
Aktualnie wolę The Originals.
9. Ulubiony aktor/ aktorka?
Johnny Deep 
10. Ulubiona piosenka?
Man In The Mirror- Michaela Jacksona 
11. Kiedy masz urodziny?
16 kwietnia.

Jeszcze raz bardzo dziękuje. Teraz wiadomość odnośnie rozdziału, pojawi się 13 grudnia w piątek. Obiecuje, że się postaram aby był ciekawy i długi. Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale miałam urwanie głowy. Dzisiaj mam jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia, udało mi się zdać egzamin teoretyczny na prawo jazdy! Jeżeli ktoś się wybiera ostrzegam, to najcięższe warunki jakie mogą być. Do napisania:)
EDIT: Bardzo ważne pytanie odnośnie mojego nowego opowiadania. Stwierdziłam, że nie napiszę takiego typowego kryminału. Będzie to romans-kryminał. Możecie zajrzeć na http://igrajac-z-ogniem.blogspot.com/, jeżeli chcecie przeczytać fabułę. Mam nadzieję, że mnie nie opuścicie również i na nowym blogu.

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 12

- Dziewczyny ja chyba zaraz umrę z nerwów!- wrzasnęłam przechadzając się.- Nie wiem po co ja tam jadę, tylko się skompromituje!
- Caroline, nie dramatyzuj, już kilka razy ci tłumaczyłyśmy, że wszystko będzie wspaniale- powiedziała uspokajająco Elena.
- Klaus, właśnie podjechał pod nasz wieżowiec- wtrąciła Bonnie. Szybko zaczęłam poprawiać moją skromną, niebieską sukienkę do kolan i ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Zadzwonił dzwonek do drzwi, a chwilę później Nik wmaszerował do naszego salonu zaraz za Bonnie.
- Jak tam nastrój?- zapytał uśmiechnięty.- Mam nadzieję, że jest równie wspaniały jak mój. Wyglądasz pięknie- dodał lustrując mnie od stóp po sam czubek głowy.
- Przestań, mam wrażenie, że jeszcze moment, a zemdleje- powiedziałam, podchodząc do niego.
- Pamiętaj, że ja także tam będę i zawsze ci pomogę, gdy zajdzie potrzeba- ścisnął mnie za dłoń.- Może moja rodzina jest naprawdę pokaźnych rozmiarów, ale nie jesteśmy bandą potworów- uśmiechnął się, tym swoim rozbrajającym uśmiechem.- Możemy już jechać?- zapytał po chwili.
- Oczywiście, tylko zabiorę swój płaszcz- kiedy już opuszczaliśmy moje mieszkanie, szepnęłam jeszcze do dziewczyn.- Trzymajcie za mnie kciuki.
- Czekamy na szczegółową relację- odparła Elena.

***

Przez dłuższy czas jazdy nie zamieniliśmy ze sobą prawie ani słowa. Czułam taki skurcz w żołądku, że miałam wrażenie, iż kiedy otworze usta zwymiotuję z ogromu tego stresu. W głowie kłębiły mi się setki pytań: Co będzie jeżeli mnie nie polubią? Co będzie kiedy Charlotte mnie nie zaakceptuje? Czy będziemy musieli zakończyć naszą znajomość z Klausem? Czy jeżeli wszystko pójdzie dobrze stworzymy fajny związek? Czy stworzymy wspólnie rodzinę? O cholera, o czym ja myślę. Rodzina jaka rodzina, skoro jeszcze nie rozmawialiśmy o nas z Nikiem. Ale się wpakowałam, naprawdę bardzo mi zależy na tym facecie.
- Jesteś bardzo milcząca- przerwał moje rozmyślania głos Klausa.- Wszystko w porządku?- zapytał.- Powiem ci, że wyglądasz jakby cie coś bolało.
- Naprawdę ci dziękuje- powiedziałam z przekąsem.- Jesteś bardzo miłym facetem. Jestem bardzo ciekawa jak ty będziesz się czuł jadąc na spotkanie z moją rodziną.
- Wiesz, że ja bardzo chętnie poznam całą twoją rodzinę- jego uśmiech zaczął już powoli mnie denerwować.- W takim razie kiedy?
- Co kiedy?- nie rozumiałam o co mu chodzi.
- Będę miał okazję poznać twoją rodzinę- powiedział kręcąc głową.- Przedyskutuj to z bliskimi i powiedz mi w jaki dzień będzie im pasował, ja się dostosuje.
- Nie masz pojęcia w co się pakujesz- powiedziałam, pierwszy raz się uśmiechając. Nie zna mojej mamy i nie wie przez jakie przesłuchanie będzie musiał przejść.
- Uważam, że to całkiem uczciwe- odparł.- No kochanie, jesteśmy na miejscu- nawet nie zauważyłam kiedy podjechaliśmy pod bramę wjazdową pięknej rezydencji. Klaus otworzył bramę pilotem i wjechaliśmy na podjazd. Pomógł mi wysiąść i podeszliśmy razem pod drzwi. Czekanie zanim się otworzą było dla mnie jak największe tortury. Kiedy wreszcie się otworzyły, stanęła w nich starsza kobieta, wiedziałam jednak, że to nie mama Klausa.
- Mój chłopiec- powiedziała i uściskała Klausa serdecznie. Weszliśmy do domu- A ta piękna młoda dama to zapewne, Caroline. Miło mi cie poznać.
- Caroline, to jest Rose moja dawna niania- wyciągnęłam do niej rękę.
- Mnie również jest bardzo miło panią poznać- poczułam się o wiele pewniej.
- Nasz brat już przyjechał- usłyszałam kolejny głos- i to jeszcze w jak pięknym towarzystwie.
Spojrzałam w kierunku schodów i zobaczyłam szatyna, schodzącego po schodach. Nie było go co prawda na przyjęciu, ale wiedziałam, że to ten dupek Kol, który potraktował Bonnie jak jedno nocną szmatę.
- Witaj piękna, jestem Kol Mikaelson, brat tego dupka, w którym się zadurzyłaś- powiedział cwaniacko. Już chciałam jakoś mu się odgryźć, ale ktoś mnie wyręczył.
- Największym dupkiem w naszej rodzinie jesteś ty Kol- zobaczyłam Rebekę, która właśnie wyszła z salonu jak się domyśliłam.
- Gdzie jest nasza matka?- wtrącił się Niklaus.
- Jak myślisz?- zapytała.- Oczywiście, że w kuchni, szykuje dla nas wspaniałą ucztę.
- Reszta naszej rodziny i Charlotte?- kolejne pytanie, które przypomniało mi o celu wizyty.
- Katherine i Elijah pilnują dzieciaków w ogrodzie, jest tam też Charlie, a Finn i Sage pomagają mamie w kuchni- wyrecytowała Rekekah.
- Caroline, pozwolisz, że zostawię cie na chwilę w towarzystwie siostry i poproszę moją mamę, brata i jego żonę żeby do nas dołączyli- pokiwałam tylko głową na zgodę jednak w środku wszystko mi dygotało ze strachu.
- Chodź usiądziemy razem w salonie- powiedziała Rebekah i pociągnęła mnie do drzwi. Zajęłyśmy miejsca na kanapie i zaczęłyśmy  rozmowę.
- Opowiesz mi coś o sobie?- zapytała.- Chciałabym coś wiedzieć o kobiecie, która sprawiła, że mój brat nie potrafi mówić o nikim innym.
- Klaus, o mnie mówi?- zapytałam jednocześnie zdziwiona i dumna.- Jestem dziennikarką, mieszkam z dwiema przyjaciółkami w wynajmowanym mieszkaniu, mam dwóch braci, wariatów nawiasem mówiąc- pobieżnie odpowiedziałam na jej pytanie.
- Wiem, że przeprowadzałaś z Nikiem wywiad i tak właśnie się poznaliście- uśmiechnęła się.- To takie romantyczne, że aż mnie zemdliło z nadmiaru słodyczy- roześmiałyśmy się.
- A ty Rebeko, co robisz ze swoim życiem?- zapytałam, wydawała mi się bardzo interesującą osobą.
- Założyłam niedawno własną restaurację, próbowałam wcześniej w modelingu, ale nie przypadło mi to zbytnio do gustu i stwierdziłam, że wolę spokojne życie, szczególnie, że uwielbiam gotować- przypominała mi Bonnie z tym uwielbieniem dla kuchni.
- Mam nadzieję, że Kol do was nie dołączył- powiedział Klaus wkraczając do pokoju.
- Nie martw się bracie, ochroniłam Caroline przed jego złośliwościami- odparła Rebekah.
- Caroline, pamiętasz moją mamę Esther, a to mój brat Finn i jego żona Sage- dopiero gdy to powiedział zorientowałam się, że Esther, jego brat z żoną są w pokoju i poderwałam się na równe nogi z kanapy.
- Przepraszam, oczywiście, że pamiętam- odparłam.- Miło mi również poznać pana i pańską małżonkę panie Mikaelson- uściskałam ich dłonie.
- Mów nam po imieniu- powiedziała Sage. Była naprawdę piękna, promienisto rude włosy wspaniale kontrastowały z bladą cerą. Finn natomiast jako jedyny z rodzeństwa miał czarne włosy i oczy w kolorze orzecha ale i tak człowiek wiedział, że to jeden z Mikaelsonów.
- Dobrze, a wy mówcie mi Caroline- uśmiechnęłam się.
- Do obiadu zostało jeszcze trochę czasu- wtrącił Klaus.- Chodźmy do ogrodu poznasz resztę mojej rodziny i Charlotte- wróciłam na ziemię z wielkim hukiem. Czekało mnie jeszcze jedno z najcięższych spotkań w życiu. Wyszliśmy i od razu zauważyłam gromadkę dzieci i Kola lepiących bałwana. Pozostała dwójka przechadzała się zaśmiewając się do rozpuku z czegoś co właśnie powiedział młodszy Mikaelson. Podeszliśmy do nich, a ja oniemiałam kiedy Elijah i Katherine odwrócili się w naszą stronę.
- Dobrze się czujesz, Caroline?- zapytał z troską Klaus.- Potwornie zbladłaś.
- Oczywiście, tylko trochę się denerwuje- odpowiedziałam, wymuszając uśmiech.
- To mój brat Elijah a to Katherine, jego żona- przedstawił tych dwoje Klaus.
- Miałam już okazję poznać pana Mikaelsona- odpowiedziałam.- Bardzo miło poznać panią pani Mikaelson.
- Pamiętasz Caroline, prosiłem cie żebyś mówiła do mnie Elijah- powiedział szaty zauważyłam, że Kol jest do niego bardzo podobny.- Myślę, że Katherine także się nie obrazi jeżeli będziesz jej mówiła na ty.
- Oczywiście, że nie- zawtórowała mężowi Katherine.- Mam nadzieję, że kiedy się lepiej poznamy zostaniemy przyjaciółkami.
- To może powiecie mi jak nazywa się każde z dzieciaków?- zapytałam, chciałam mieć to już za sobą.
- Tych dwóch szkrabów, którzy właśnie okładają się śnieżkami, to nasi dwaj synowie- odparł Elijah.- Ten wyższy to Simon, a maluch Victor. Dwójka, która wchodzi właśnie na Kola to nasza córka Amanda i syn Finna oraz Sage, Lucas, dziewczynki, które lepią bałwana to Emily i Charlotte.
- Ale macie całą gromadkę- roześmialiśmy się wszyscy.
- Chodź, porozmawiamy z Charlie- powiedział Klaus. Denerwowałam się, ale wiedziałam, że wszystko musi być dobrze. Trzymałam się ramienia Klausa jak ostatniego koła ratunkowego.
- Caroline, nie musisz mnie, aż tak ściskać, nic się nie dzieje- powiedział z uśmiechem Nik.
- Przepraszam, już nie będę- chciałam zabrać rękę, ale mnie powstrzymał.
- Nie to miałem na myśli- powiedział. Charlotte, chodź tutaj!- zawołał
Dziewczynka przymaszerowała do nas prawie natychmiast.
- Coś się stało, tatusiu?- zapytała.
- Nie Charlie, chciałem ci tylko kogoś przedstawić- wskazał na mnie.- To jest Caroline, moja przyjaciółka- Charlotte bez skrępowania podała mi swoją małą dłoń.
- Tatusiu, my się już znamy- powiedziała.- Spotkałyśmy się kiedy chorowałam.
- Nie wiedziałem o tym, ale mam nadzieję, że nic złego się nie stało- odpowiedział z uśmiechem.
- Skądże, zapomniałam ci powiedzieć, że spotkałam Charlie w szpitalu- wtrąciłam się do ich rozmowy.
- Czy to znaczy, że jesteś dziewczyną, tatusia?- zapytała Charlotte z dziecinną szczerością. Nie wiedziałam zupełnie co na to odpowiedzieć.
- Jest moją przyjaciółką i chyba się nie pogniewasz jeżeli spędzi z nami trochę więcej czasu- pomógł mi Klaus.
- Jasne, że nie, Caroline jest w porządku, a ja chce mieć kiedyś mamusię- o mały włos się nie przewróciłam kiedy usłyszałam co powiedziała.- Chodźcie pomóc z bałwanem, bo wujka Kola nam zabrali- pociągnęła nas w stronę sporej kulki. Stworzyliśmy naprawdę pięknego bałwana, a kiedy skończyliśmy właśnie podawano do stołu. Obiad i reszta popołudnia upłynęły w tak cudownej atmosferze, iż nie miałam najmniejszej ochoty opuszczać domu Mikaelsonów. W momencie opuszczania rezydencji byłam umówiona na zakupy z Rebeką,Sage i Katherine, zaproszona na kawę do Esther oraz randkę z Kolem co bardzo zbulwersowało Klausa.

***

- Chyba jednak nie było tak źle, prawda?- zapytał Nik kiedy jechaliśmy już do mojego domu.
- Masz cudowną rodzinę- odpowiedziałam szczerzę.
- Powiesz mi dlaczego tak strasznie pobladłaś kiedy podeszliśmy do Elijah'y i Katherine?- zapytał, wiedziałam, że będzie chciał o tym porozmawiać.
- Nie powiedziałeś mi, że Katherine jest siostrą bliźniaczką Tatii- odpowiedziałam.- Nie była na to zupełnie przygotowana.
- Przepraszam, zupełnie o tym zapomniałem- chwycił moją dłoń.- Powiesz mi co jeszcze cie martwi?
- Charlotte powiedziała, że chce mieć kiedyś matkę i uważa, że jestem w porządku- powiedziałam.- Nie myślisz, że robi się bardzo poważnie, co będzie kiedy nam się nie ułoży? Jeżeli ona się do mnie przywiąże a nagle zniknę, nie chce być odpowiedzialna za jej cierpienie.
- Dlaczego myślisz, że nam się nie ułoży?- zapytał.- Bardzo mi zależy żebyśmy byli razem. Jeżeli chodzi o Charlie to bardzo mądra dziewczynka i nie powinnaś się niczym przejmować. Czasami mam wrażenie, że ona jest mądrzejsza od nas wszystkich- powiedział.- Wystraszyła cie tym, że chce mieć matkę?
- Nie o to chodzi- odparłam szybko.- Boję się, że za bardzo się spieszymy i nic z tego nie będzie.
- Zależy ci na naszym związku?- zapytał bez ostrzeżenia.
- Klaus, zależy mi na tobie i chce poznać lepiej twoją córkę- powiedziałam spokojnie.- Wprowadziłeś zamęt w moje życie i nie myśl, że po tym wszystkim ci odpuszczę- wyszczerzył zęby w uśmiechu. Zatrzymał się przed wejściem do mojego wieżowca. 
- Musze ci to powiedzieć. Kocham cie, Caroline- nie mogłam w to uwierzyć.
- Ja ciebie też Klaus- odpowiedziałam i w tym samym momencie nasze usta się złączyły.
_________________________________________________________
Trzymajcie rozdział po przerwie, za którą przepraszam. Musze wam niestety powiedzieć, że straciłam trochę zapału do tego opowiadania i nie wiem czy chce je kontynuować. Jeżeli chodzi o pomysł na nowe opowiadanie pewnie je założę tylko na razie muszę znaleźć dodatkowych aktorów, którzy odegrają postacie oraz złożyć zamówienie na szablon, na który także nie mam pomysłu.

Obserwatorzy